wtorek, 18 września 2012
"Obiecaj mi"
Dziś na tapecie Richard Paul Evans z książką pt: "Obiecaj mi". Muszę przyznać, że chwyciłam za tę książkę z trzech powodów. Po pierwsze przyciągnął mnie tytuł, po drugie - od dłuższego czasu przymierzałam się do sięgnięcia po którąś z pozycji tego autora, a jak już przeczytałam o czym ta książka jest - przepadłam z kretesem ;) Jest to historia Beth która po śmierci męża który ją zdradzał przestała wierzyć w szczęście. Pewnego dnia jednak przypadkowo poznaje Matthew, który niezrażony Jej obojętnością stara się umówić z Nią na randkę. Beth jest nieufna i trochę czasu zajmuje Jej przekonanie się do nieznajomego, który jest zresztą bardzo tajemniczy. Skąd wie na co cierpi córeczka Beth - Charlotte? Dlaczego pojawił się w Jej życiu? Jaką odegra w nim rolę? To wróg czy przyjaciel? I co oznaczają dwa skryte w szkatułkach naszyjniki? Jest tyle pytań, a nie widać żadnej odpowiedzi. Do czasu. "Wtedy właśnie
pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który
łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei."- I rzeczywiście, ten mężczyzna wydaje nam się istotą nie z tego świata, która przyszła pomóc kobiecie w potrzebie, dać Jej nadzieję na przyszłość i wesprzeć w tych trudnych dla Niej chwilach. Muszę przyznać, że tego właśnie się spodziewałam przez pół książki. Jak się jednak okazuje, nie wszystko jest zawsze takie, jakie nam się na początku wydaje. Matthew to postać specyficzna, jest przystojny, tajemniczy i potrafi urzec swoją osobą. Potrafi marzyć i nie boi się tych marzeń realizować, z jednej strony pewny siebie, z drugiej niepewny jak ma postąpić. Wydaje się być ostoją dla Beth która po tym co przeszła jest nieufna i w pełni poświęcona wychowywaniu córki. Jak można się jednak spodziewać tych dwoje zakochuje się w sobie, mimo iż wiedzą, że nie dane im będzie być razem. Dlaczego? By się tego dowiedzieć trzeba tę książkę przeczytać i samemu dać się zaskoczyć. To piękna opowieść o miłości - nie tylko tej damsko-męskiej, ale i o miłości matczynej. O tym, że choćby działo się w naszym życiu wiele złego, to zawsze jest światełko nadziei na lepsze jutro, i że może ono przyjść w różnej postaci, zwłaszcza wtedy, gdy kompletnie się tego nie spodziewamy. To książka o przyjaźni i o tym, że jeśli tylko chcemy i się nie poddamy to pokonamy trudności, zwłaszcza z życzliwymi osobami u boku. Czytając tę książkę nie potrafiłam przestać porównywać jej do książek Nicholasa Sparksa - pewnie dlatego że to pisarze z że tak powiem "jednej półki". I choć lubię Sparksa i jego historie, to muszę przyznać że Evansa zdecydowanie lepiej mi się czytało, nie tyle ze względu na treść, bo tu "Pamiętnik" tego pierwszego wciąż pozostaje u mnie na pierwszym miejscu, ale na styl. Zdania miały tu pewnego rodzaju głębie, nie gubiłam się przechodząc do kolejnych wątków. Tak więc jak dla mnie jest 1:1 i myślę że naprawdę warto zetknąć się z twórczością tego pisarza. Kto wie co odkryję po kolejnej lekturze... ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)