sobota, 28 lipca 2012

Miłość w stylu retro


 Przed chwilą skończyłam tę książkę czytać i nie mogę przestać się uśmiechać. Pierwsze słowo które mi się nasuwa gdy o niej myślę to „cudowna”. W czym się ta cudowność przejawia, ktoś zapyta? Dobre pytanie. Wydaje mi się że w samych bohaterach, ich charakterze, w poczuciu humoru które z tej książki przebija, no i w samej historii. A jest to historia Lary Linghton – młodej headhunterki, która często nie umie pogodzić się z rzeczywistością, i nie umie walczyć o swoje, a gdy się zdenerwuje dopada ją słowotok. Ale jest to też historia Jej ciotecznej babki – Sadie Lancaster która umiera w wieku 105 lat i w dniu pogrzebu ukazuje się Larze jako…duch. :) Tak, tak dobrze czytacie. I to duch nie staruszki, a 23-letniej dziewczyny, która szuka swojego zaginionego naszyjnika, bez którego nie może ruszyć w dalszą drogę. O dziwo Sadie widzi tylko Lara i to na Jej barki spada zadanie odnalezienia naszyjnika. Cóż mogę powiedzieć o Jej ciotecznej babce? Na pewno nie to, że jest spokojna. O nie! To żywiołowa dziewczyna, nie mająca przed niczym oporów, chwytająca życie takim jakie jest (o ile można tak powiedzieć o duchu). W młodości przeżyła zawód miłosny i ciągle powtarza że już się z tego otrząsnęła. Jak jest jednak naprawdę? Tego dowiecie się już z lektury. Mogę powiedzieć tylko że mamy tu i mnóstwo poczucia humoru które widzimy przede wszystkim podczas konfrontacji tych dwóch pań, jest wątek kryminalny – próba odnalezienia naszyjnika, ale mamy tu również wątek miłosny, przyjaźń. Autorka pokazała nam również że ważniejsze są inne wartości niż sława i pieniądze, bo to może przeminąć, a miłość, rodzina czy choćby jej historia pozostaną na zawsze.  

Ostatnimi czasy jestem dość wybredna jeśli chodzi o literaturę, ale tym razem się nie zawiodłam. Sophie Kinsella – autorka znanych pewnie większości osób „Wyznań zakupoholiczki” stanęła na wysokości zadania i dała nam piękną historię dwóch kobiet – współczesnej, nieco zagubionej w dzisiejszym świecie, i tej z lat dwudziestych, która widziała czego chce od życia i nie wahała się po to sięgnąć. Dwie różne kobiety, a jednak tak do siebie podobne. I choć z początku za nic nie mogły się dogadać, to  z czasem stały się najlepszymi przyjaciółkami, a gdy ta ostatnia…nieeee tego już nie zdradzę! Z czystym sumieniem mogę ją polecić i myślę że będzie to jedna z niewielu pozycji do której będę wracać z uśmiechem :)

środa, 25 lipca 2012

No to "Nadzieja"

Jakiś czas temu zaczęłam pisać o "Nadziei" Katarzyny Michalak i brakło mi wtedy słów na jej opisanie. Jako że trochę czasu minęło i mogłam nieco zebrać myśli, dziś wrócę do tematu.

Jest to historia młodej dziewczyny, Lilki, której los nie oszczędza. Poznajemy Ją jako małą dziewczynkę mieszkającą ze swoim ojcem, macochą i jej córką. Mieszka w domu, w którym nie ma miłości, jedynie strach. Strach, że ojciec znów zajrzy do kieliszka, strach przed kolejnym ciosem, strach że znów usłyszy jak jest niewdzięczna i beznadziejna. Nie, w tym domu nie ma miłości, jest tylko pogarda i odrzucenie. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Ale los się odmienia. W Jej życie wkracza Aleks - chłopiec rosyjskiego pochodzenia mieszkający ze swoją ciotką Anastazją, której nota bene boi się całe miasteczko uznając Ją za wiedźmę. Dzieci zaprzyjaźniają się, ale nie jest to łatwa przyjaźń. O nie. Każde z nich mimo młodego wieku wiele już przeszło, dlatego już samo spotkanie jest dla niech jak promyk nadziei na przyszłość. Ten promyk jest jednak bardzo chwiejny. Liliana dość często wpada w tarapaty, a Aleks Ją ratuje. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że dziewczynka jest tak zastraszona i tak się boi reakcji ojca, że za każdym razem zwala winę na...Aleksa właśnie. Więc gdy ojciec Lilki przyłapuje ich w znaczącej sytuacji Aleksiej zostaje oskarżony o gwałt. Tego jest mu już za wiele. Zostawia Lilianę i idzie swoją drogą... Tak zaczyna się cała ta historia. Nie łatwa zresztą historia, bo oprócz problemu gwałtów, alkoholizmu czy wyrzucenia na margines społeczeństwa mamy tu też pokazany problem autoagresji o którym zresztą tak mało słychać w dzisiejszym świecie, choć zbiera ona niemal tak duże żniwo jak depresja.

Jest to pierwsza książka z serii z "czarnym kotem". Nie łatwa, ale moim zdaniem dająca do myślenia. Bohaterka potrafi wkurzyć. Często jest głupia i ślepa na to co się dzieje i czasem ciężko zrozumieć Jej postępowanie, aczkolwiek dość łatwo było mi się wczuć w jej skórę. Wiem, paradoks ale jednak możliwy. Ogólnie książka jako całość mi się podobała, choć na końcu czułam pewien niesmak, jak nigdy po przeczytaniu pozostałych książek tej autorki. A czemu niesmak? Wyjątkowo zakończenie było dla mnie jakieś takie...mdłe. Nie wiem czemu. Może podziałał tak na mnie temat, albo charakter głównej bohaterki. Uważam jednak że każdy sam powinien się przekonać czy ta lektura będzie mu odpowiadać. Jak mówię mnie mimo uwag się podobała, choć do lekkich lektur wyjątkowo nie należy. No i daje do myślenia. Bardzo.

A co Wy sądzicie po przeczytaniu? ;)