piątek, 30 listopada 2012

"Amandine" Marlena de Blasi

Dość długo krążyłam wokół tej książki zastanawiając się, czy warto ją przeczytać. Przyznam, że z góry zaszufladkowałam tę autorkę i Jej książki do tej samej kategorii, co wydaną do tej pory literaturę w klimatach toskańskich. Jakże się jednak miło rozczarowałam!
Od samego początku, nim jeszcze zaczęłam czytać zaintrygował mnie tytuł. Okazało się jednak, że Amandine to imię głównej bohaterki - wnuczki hrabiny Czartoryskiej, która rodzi się z wadą serca i zaraz po urodzeniu, w tajemnicy przed swoją mamą zostaje oddana na wychowanie do francuskiego klasztoru w Montpellier. Dziewczynką opiekuje się Solange - młoda dziewczyna mająca przywileje świeckiej zakonnicy. Wszyscy kochają małą i nieba by Jej przychylili z wyjątkiem matki przełożonej, która widzi w dziewczynce wcielenie samego diabła i której los jest kompletnie obojętny. Dziewczynka jest bardzo inteligentna jak na swój wiek i już gdy ma 7 lat zachowuje się jak dorosła kobieta, co przejawia się głównie w Jej skrytości i przemilczaniu tego, co Ją boli, cierpliwemu znoszeniu niedogodności i złośliwości innych ludzi.
Książka podzielona została na 8 części. Pierwsza opisuje lata 1931-1939 od momentu narodzin dziewczynki, aż do chwili, gdy Solange postanawia zabrać Ją do swojej rodziny, widząc, że w klasztorze Amandine coraz gorzej się czuje. Kolejne części, to naprzemiennie historia naszej małej bohaterki - próba zabicia Jej przez pomocnicę matki przełożonej, tułaczka z Solange przez okupowaną Francję, zawieranie nowych przyjaźni, a także historia życia hrabiny Czartoryskiej i Jej córki Angeliki - matki małej Amandine.
Muszę przyznać, że czytało mi się tę książkę bardzo dobrze i bardzo szybko. Historia wciągająca, choć miałam nadzieję na zupełnie inne zakończenie. Jak zawsze zresztą. Mogę ją jednak szczerze polecić. To jedna z pozycji które zapadają w pamięć. :)

sobota, 3 listopada 2012

"Przeznaczona" P.C. Cast + Kristin Cast

    Dosłownie przed chwilą skończyłam czytać dziewiąty tom cyklu "Dom nocy" i wciąż jeszcze próbuję sobie przypomnieć jak się oddycha. To była nieziemska wyprawa. Ale po kolei.
Zoey powraca z Zaświatów i ponownie musi zmierzyć się z Neferet. Mało kto wierzy Jej, że dotychczasowa Najwyższa kapłanka oddała się złu, i to nie byle jakiemu, bo samemu Białemu bykowi. Żeby było ciekawiej Neferet wprowadza do Domu nocy chaos, i sprawia, że Ci którzy niegdyś byli wiernymi sobie przyjaciółmi - teraz stają naprzeciwko siebie, do pomocy zostają bowiem zatrudnieni ludzie, co nie wszystkim jest na rękę. Do szkoły powracają również źli czerwoni adepci, którymi niejako opiekuje się Dallas, a którzy podporządkowani są oczywiście Neferet, i to pod groźbą śmierci. Książka zaczyna się smutno, gdyż dowiadujemy się o śmierci mamy Zoey, zresztą wokół tego zdarzenia oscylują dalsze wydarzenia. Nie ma jednak w tej książce samego zła. Pojawia się bowiem nowy bohater - Aurox będący narzędziem w rękach Neferet, które dostała od Białego byka, a który nie jest tym, kim się wydaje. Kiedy tylko wyczuwa w ludziach strach, czy na przykład gniew zmienia się z niewinnego chłopca w byka, gotowego zabić i zmiażdżyć wszystkich którzy staną mu na drodze. Jak już jednak mówiłam nie wszystko jest zawsze takie, jakie wydaje nam się że jest bowiem:

"...W Prawdziwym widzeniu 
Ciemność nie zawsze równa się złu 
Światło nie zawsze niesie ze sobą dobro."

    Nie będę zdradzała całej treści książki, bo odebrałoby to wszystkim frajdę z czytania. Myślę również, że ci, co czytali poprzednie tomy nie będą zawiedzeni i tak jak ja znajdą czystą przyjemność w spotkaniu ze starymi przyjaciółmi jakimi stali się bohaterowie tego cyklu. Przyznaję że dość dawno czytałam poprzedni tom i już zapomniałam jak strasznie brakowało mi tej ferajny: Damiena, Erin, Zoey, Shaunee, Stevie, a przede wszystkim Afrodyty, którą wszystkim zawsze gra na nerwach, a która moim zdaniem jest niezwykłą osobowością i dzięki niej mamy tu wiele zabawnych sytuacji, do których można zaliczyć choćby sprzeczki i słowne utarczki których w całej książce nie brakuje. Brakowało mi również stylu pisania autorek - piszą tak lekko, prosto i zrozumiale, ale jednocześnie jest jednak w ich stylu coś więcej, co sprawia, że nie umiem się od tych książek oderwać, a czego nie potrafię nawet na tę chwilę sprecyzować. A samo zakończenie?! Czytając ostatnie półtorej strony na zmianę śmiałam się i płakałam nie wierząc w to, co się właśnie działo! Przez to wszystko już nie mogę się doczekać kolejnego tomu - chyba już zresztą niestety ostatniego, jako że na oficjalnej stronie książki nie znalazłam informacji o kolejnych tomach. 
    Tak więc powiem tylko, że książka fantastyczna, wciągnęła mnie jak mało która pozycja ostatnio i już przebieram nogami by pędzić po tom dziesiąty żałując, że jeszcze się w polskim przekładzie nie ukazał. :)