Dość długo krążyłam wokół tej książki zastanawiając się, czy warto ją przeczytać. Przyznam, że z góry zaszufladkowałam tę autorkę i Jej książki do tej samej kategorii, co wydaną do tej pory literaturę w klimatach toskańskich. Jakże się jednak miło rozczarowałam!
Od samego początku, nim jeszcze zaczęłam czytać zaintrygował mnie tytuł. Okazało się jednak, że Amandine to imię głównej bohaterki - wnuczki hrabiny Czartoryskiej, która rodzi się z wadą serca i zaraz po urodzeniu, w tajemnicy przed swoją mamą zostaje oddana na wychowanie do francuskiego klasztoru w Montpellier. Dziewczynką opiekuje się Solange - młoda dziewczyna mająca przywileje świeckiej zakonnicy. Wszyscy kochają małą i nieba by Jej przychylili z wyjątkiem matki przełożonej, która widzi w dziewczynce wcielenie samego diabła i której los jest kompletnie obojętny. Dziewczynka jest bardzo inteligentna jak na swój wiek i już gdy ma 7 lat zachowuje się jak dorosła kobieta, co przejawia się głównie w Jej skrytości i przemilczaniu tego, co Ją boli, cierpliwemu znoszeniu niedogodności i złośliwości innych ludzi.
Książka podzielona została na 8 części. Pierwsza opisuje lata 1931-1939 od momentu narodzin dziewczynki, aż do chwili, gdy Solange postanawia zabrać Ją do swojej rodziny, widząc, że w klasztorze Amandine coraz gorzej się czuje. Kolejne części, to naprzemiennie historia naszej małej bohaterki - próba zabicia Jej przez pomocnicę matki przełożonej, tułaczka z Solange przez okupowaną Francję, zawieranie nowych przyjaźni, a także historia życia hrabiny Czartoryskiej i Jej córki Angeliki - matki małej Amandine.
Muszę przyznać, że czytało mi się tę książkę bardzo dobrze i bardzo szybko. Historia wciągająca, choć miałam nadzieję na zupełnie inne zakończenie. Jak zawsze zresztą. Mogę ją jednak szczerze polecić. To jedna z pozycji które zapadają w pamięć. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz