niedziela, 3 marca 2013

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" - E.L.James

     Ostatnimi czasy świat oszalał na punkcie książek z wątkiem erotycznym, co zapoczątkowało wydanie książki E.L. James pt. "Pięćdziesiąt twarzy Greya". Z początku sceptycznie podchodziłam do tej książki, jak do każdej wokół której robiło się tyle szumu, w końcu jednak zdecydowałam się sprawdzić co też w trawie piszczy.
     Christian Grey to biznesmen przez duże "B". Nie znosi sprzeciwu, jest horrendalnie bogaty i wszystko zawsze dopięte ma na przysłowiowy "ostatni guzik" - w każdym razie przynajmniej do czasu, gdy w Jego biurze pojawia się młodziutka Anastasia Steele, która ma z Nim przeprowadzić wywiad. Dziewczyna jest Jego zupełnym przeciwieństwem, nie tylko finansowym. Młoda, trochę fajtłapowata i nie obyta jeszcze do końca w świecie, dostaje od Christiana propozycję - podpiszemy umowę, zostań moją uległą, śpij ze mną, spełnij moje fantazje erotyczne, pozwól mi Cię ubierać i rozpieszczać w zamian za całkowite do mnie posłuszeństwo, a pokażę Ci świat jakiego dotąd nie znałaś. I cóż ma na to odpowiedzieć nasza bohaterka? Mimo swojego seksualnego braku doświadczenia - zgadza się, choć sama również stawia pewne warunki. Tak tak, zero kneblowania Christian! :) Pierwszy tom upływa nam więc na wzajemnym poznawaniu i docieraniu się głównych bohaterów, ale jest to również początek ku rozwikłaniu tajemnicy trudnego charakteru Christiana i Jego chęci rządzenia wszystkim i wszystkimi, a więc przede wszystkim pełnienia kontroli nad Aną. Książka ta jest również pełna humoru. Ana bardzo często popełnia różne gafy, a Jej wewnętrzne dialogi i zachowania Jej "wewnętrznej bogini" która często tańczy, śpiewa lub zachowuje się zupełnie inaczej niż w danej chwili powinno się zachowywać potrafi zapewnić niezłą dawkę śmiechu. Charakterystycznym motywem cyklu staje się też oczywiście zagryzanie wargi przez główną bohaterkę, co naszego bohatera przyprawia co najmniej o zawrót głowy.
     Drugi tom czyli "Ciemniejsza strona Greya" to już nie tylko relacje między bohaterami czy sam seks, ale również wątek kryminalny. Nad bohaterami ciążą burzowe chmury, ktoś bowiem czyha na ich życie - nagła awaria helikoptera Christiana, włamania i śledzenie. Ale któż mógłby chcieć ich skrzywdzić?
     Tom trzeci - "Nowe oblicze Greya" jest moim zdaniem jednak najsłabszy - ale tak to już zwykle bywa (w każdym razie ja tak zwykle mam). Zmiana polega na tym, że jak mogliśmy przypuszczać Ana i Christian są w sobie szaleńczo zakochani, no i Ana nie jest już tak uległa i posłuszna jak mogłoby się wydawać, też potrafi pokazać pazurki i postawić na swoim. Inna sprawa czy akurat tego chce, czy nie.
     Trylogia ta od początku tak wyczekiwana przez czytelników budzi spore kontrowersje. Jedni ją pokochali inni znienawidzili odkąd tylko pojawiła się na rynku, i powtarzają "Jak można to czytać? Co w tym takiego fajnego?" Jako księgarz często się z takimi reakcjami spotykam, co jednak mogę na to powiedzieć? Przede wszystkim tę książkę czyta się lekko. To nie tomisko, które trzeba czytać z przypisami czy słownikiem by cokolwiek zrozumieć. Została napisana pod zwykłych, szarych ludzi (bez obrazy dla nikogo) krążących między domem, a pracą. Plusem jest też humor jaki się ze stron tych książek przebija, a który dodaje lekturze lekkości. Poza tym, "Pięćdziesiąt twarzy Greya" miało być fan fickiem do "Zmierzchu" Stephanie Meyer, nie dziwi więc fakt podobieństwa Any do Belli. No i chyba sprawa najważniejsza. Cała ta trylogia to erotyk, historia o której marzy większość kobiet, (a do których niewiele kobiet się przyzna). W końcu Christian pokazany jest tu jako ideał faceta w którego ramionach każda z kobiet mogłaby się skryć i dodatkowo dzięki temu nadać swojemu życiu nieco pikanterii, a i z Aną wiele kobiet mogłoby się utożsamić.
     Co więc przyciąga nas do tej książki? Seks? Zabawy, którym mało która odważy się oddać w swojej sypialni? Być może. Przede wszystkim jednak jest to chyba możliwość zakosztowania tego, na co nie mamy odwagi - choćby i na kartach powieści oczami głównej bohaterki. Która z nas bowiem nie lubi czasem poczuć wypieków na twarzy? :)
     Mimo iż nie jest to literatura wysokich lotów - według mnie zasługuje na duży plus.