piątek, 28 grudnia 2012

"Idealna rodzina" Pam Lewis

Co byście zrobili, gdyby okazało się, że wasza młodsza siostra umarła dosłownie chwilę po tym, jak odjechaliście sprzed Jej domu? William, bohater książki Pam Lewis jest właśnie w takiej sytuacji. Gdy dowiaduje się, że jego siostra Pony utonęła w jeziorze osierocając synka - nie może w to uwierzyć. Mimo że cała rodzina przyjmuje do wiadomości, że ta śmierć to nieszczęśliwy wypadek, William tę informację neguje. Uważa że ktoś musiał skrzywdzić Jego młodszą siostrzyczkę. Pytanie tylko, kto mógł to zrobić? Mężczyzna na własną rękę poszukuje sprawcy, i w końcu odkrywa że w dniu gdy Pony zginęła, w Jej domu był ktoś jeszcze. W tym momencie akcja nabiera tempa. Cała rodzina próbuję zatuszować sprawę, ale William Cartetet nie spoczywa na laurach. Przypadkowo od swojej siostry dowiaduje się, że nie jest prawdziwym synem swojego ojca, a żeby tych rewelacji było mało - ma brata, którego matka zostawiła z jego biologicznym ojcem. Czemu to zrobiła? I jaki związek ma to ze śmiercią dziewczyny?
Muszę przyznać że czytałam tę książkę z wypiekami na twarzy i po raz pierwszy od dawna sama starałam się rozwikłać tę zagadkę. Chwilami czułam się wręcz, jak gdybym oglądała Kryminalne zagadki Las Vegas. To naprawdę wciąga! Wartka akcja, dobrze przedstawieni bohaterowie, fabuła nie za prosta i jednocześnie niezbyt zawiła. Jak dla mnie zdecydowanie lektura na plus. Czytało mi się tę książkę tak dobrze jak "Potem" Rosamund Lupton, a muszę przyznać ze ostatnio jestem dość wybredną czytelniczką. :)

"Mąż z ogłoszenia" Jane Graves

     Tak wiem, trochę się opuściłam z pisaniem, za to z czytaniem idę jak burza! Już myślałam, że moje wyzwanie czytelnicze "52 książki" weźmie w łeb, a tu proszę, już mam na koncie 54 i kolejną w drodze. A do końca roku jeszcze 3 dni! :D
     Jedną z ostatnich książek które teraz czytałam był "Mąż z ogłoszenia" Jane Graves. Jest to historia Alison, kobiety po trzydziestce, której największym marzeniem jest założenie rodziny. Niestety ma ona w życiu pecha: albo trafia na geja - o czym dowiaduje się dopiero po kilkunastu ładnych randkach, albo facet z którym jest obecnie zamiast pierścionka zaręczynowego proponuje Jej...trójkąt z Jej własną koleżanką! Tego Alison ma już dość i postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. No...może niezupełnie w swoje. Biedaczka jest już tak zdesperowana, że wynajmuje swatkę, która ma znaleźć Jej męża. Kiedy jednak okazuje się, że swatką ma być mężczyzna...oj sprawy nieźle się komplikują. Kolejne nieudane randki i pokładane nadzieje, a także mnóstwo poczucia humoru i wylanych łez. Bohaterka ma sporo kompleksów i nie wierzy by ktoś pokochał ją taką, jaka jest naprawdę. Ma dobre serce, widać to najlepiej po tym jak opiekuje się swoimi trzema przygarniętymi kotami. I wierzy w ludzi. Choćby nie wiadomo jak ją zranili, pokłada w nich kolejne nadzieje, i darzy niekończącym się kredytem zaufania. Naiwna? Być może. Moim zdaniem ma jednak w sobie coś takiego, co sprawia, że wcale za naiwną Jej nie brałam. Wręcz przeciwnie, żałowałam, że ciągle życie stawia Jej kłody pod nogi. To dziewczyna, która jak coś zacznie to doprowadzi to do końca, jest ambitna i pracowita, na życie patrzy głównie przez różowe okulary - z wyjątkiem braku faceta oczywiście.
     A ile się uśmiałam czytając tę książkę! Ileż to współpasażerów się na mnie w autobusie wtedy patrzyło - aż żałuję że nie mogłam tego jakoś utrwalić :D Moim zdaniem to świetna książka, przy której możemy się spokojnie zrelaksować, mimo, że nie będzie to raczej jedna z tych pozycji, które na długo zapadają w pamięć. :)

piątek, 30 listopada 2012

"Amandine" Marlena de Blasi

Dość długo krążyłam wokół tej książki zastanawiając się, czy warto ją przeczytać. Przyznam, że z góry zaszufladkowałam tę autorkę i Jej książki do tej samej kategorii, co wydaną do tej pory literaturę w klimatach toskańskich. Jakże się jednak miło rozczarowałam!
Od samego początku, nim jeszcze zaczęłam czytać zaintrygował mnie tytuł. Okazało się jednak, że Amandine to imię głównej bohaterki - wnuczki hrabiny Czartoryskiej, która rodzi się z wadą serca i zaraz po urodzeniu, w tajemnicy przed swoją mamą zostaje oddana na wychowanie do francuskiego klasztoru w Montpellier. Dziewczynką opiekuje się Solange - młoda dziewczyna mająca przywileje świeckiej zakonnicy. Wszyscy kochają małą i nieba by Jej przychylili z wyjątkiem matki przełożonej, która widzi w dziewczynce wcielenie samego diabła i której los jest kompletnie obojętny. Dziewczynka jest bardzo inteligentna jak na swój wiek i już gdy ma 7 lat zachowuje się jak dorosła kobieta, co przejawia się głównie w Jej skrytości i przemilczaniu tego, co Ją boli, cierpliwemu znoszeniu niedogodności i złośliwości innych ludzi.
Książka podzielona została na 8 części. Pierwsza opisuje lata 1931-1939 od momentu narodzin dziewczynki, aż do chwili, gdy Solange postanawia zabrać Ją do swojej rodziny, widząc, że w klasztorze Amandine coraz gorzej się czuje. Kolejne części, to naprzemiennie historia naszej małej bohaterki - próba zabicia Jej przez pomocnicę matki przełożonej, tułaczka z Solange przez okupowaną Francję, zawieranie nowych przyjaźni, a także historia życia hrabiny Czartoryskiej i Jej córki Angeliki - matki małej Amandine.
Muszę przyznać, że czytało mi się tę książkę bardzo dobrze i bardzo szybko. Historia wciągająca, choć miałam nadzieję na zupełnie inne zakończenie. Jak zawsze zresztą. Mogę ją jednak szczerze polecić. To jedna z pozycji które zapadają w pamięć. :)

sobota, 3 listopada 2012

"Przeznaczona" P.C. Cast + Kristin Cast

    Dosłownie przed chwilą skończyłam czytać dziewiąty tom cyklu "Dom nocy" i wciąż jeszcze próbuję sobie przypomnieć jak się oddycha. To była nieziemska wyprawa. Ale po kolei.
Zoey powraca z Zaświatów i ponownie musi zmierzyć się z Neferet. Mało kto wierzy Jej, że dotychczasowa Najwyższa kapłanka oddała się złu, i to nie byle jakiemu, bo samemu Białemu bykowi. Żeby było ciekawiej Neferet wprowadza do Domu nocy chaos, i sprawia, że Ci którzy niegdyś byli wiernymi sobie przyjaciółmi - teraz stają naprzeciwko siebie, do pomocy zostają bowiem zatrudnieni ludzie, co nie wszystkim jest na rękę. Do szkoły powracają również źli czerwoni adepci, którymi niejako opiekuje się Dallas, a którzy podporządkowani są oczywiście Neferet, i to pod groźbą śmierci. Książka zaczyna się smutno, gdyż dowiadujemy się o śmierci mamy Zoey, zresztą wokół tego zdarzenia oscylują dalsze wydarzenia. Nie ma jednak w tej książce samego zła. Pojawia się bowiem nowy bohater - Aurox będący narzędziem w rękach Neferet, które dostała od Białego byka, a który nie jest tym, kim się wydaje. Kiedy tylko wyczuwa w ludziach strach, czy na przykład gniew zmienia się z niewinnego chłopca w byka, gotowego zabić i zmiażdżyć wszystkich którzy staną mu na drodze. Jak już jednak mówiłam nie wszystko jest zawsze takie, jakie wydaje nam się że jest bowiem:

"...W Prawdziwym widzeniu 
Ciemność nie zawsze równa się złu 
Światło nie zawsze niesie ze sobą dobro."

    Nie będę zdradzała całej treści książki, bo odebrałoby to wszystkim frajdę z czytania. Myślę również, że ci, co czytali poprzednie tomy nie będą zawiedzeni i tak jak ja znajdą czystą przyjemność w spotkaniu ze starymi przyjaciółmi jakimi stali się bohaterowie tego cyklu. Przyznaję że dość dawno czytałam poprzedni tom i już zapomniałam jak strasznie brakowało mi tej ferajny: Damiena, Erin, Zoey, Shaunee, Stevie, a przede wszystkim Afrodyty, którą wszystkim zawsze gra na nerwach, a która moim zdaniem jest niezwykłą osobowością i dzięki niej mamy tu wiele zabawnych sytuacji, do których można zaliczyć choćby sprzeczki i słowne utarczki których w całej książce nie brakuje. Brakowało mi również stylu pisania autorek - piszą tak lekko, prosto i zrozumiale, ale jednocześnie jest jednak w ich stylu coś więcej, co sprawia, że nie umiem się od tych książek oderwać, a czego nie potrafię nawet na tę chwilę sprecyzować. A samo zakończenie?! Czytając ostatnie półtorej strony na zmianę śmiałam się i płakałam nie wierząc w to, co się właśnie działo! Przez to wszystko już nie mogę się doczekać kolejnego tomu - chyba już zresztą niestety ostatniego, jako że na oficjalnej stronie książki nie znalazłam informacji o kolejnych tomach. 
    Tak więc powiem tylko, że książka fantastyczna, wciągnęła mnie jak mało która pozycja ostatnio i już przebieram nogami by pędzić po tom dziesiąty żałując, że jeszcze się w polskim przekładzie nie ukazał. :)


niedziela, 28 października 2012

"Opactwo Northanger" Jane Austen

     Jest to trzecia książka Jane Austen po "Rozważnej i romantycznej" i "Dumie i uprzedzeniu" jaką przeczytałam, i pierwszą tej autorki którą się rozczarowałam.
     Katarzyna Morland to młoda kobieta  o niezbyt wysokiej pozycji społecznej, nie na tyle jednak niskiej, by uznać iż żyła w biedzie. To dziewczyna kochająca czytać książki, ufająca i święcie wierząca w ludzi, a także posiadająca ogromne pokłady wyobraźni mogące doprowadzić ją do zguby. Tak się składa, że dzięki swoim sąsiadom - państwu Allen - ma możliwość wyjazdu do Bath - większego miasteczka, w którym wreszcie może się pokazać, zaznać trochę rozrywki i nabrać obycia towarzyskiego. tu poznaje swoją przyjaciółkę Eleonorę Tilney i jej brata Henrego. Katarzyna uwielbia również stare zamki, kiedy więc nadarza się okazja by w takim pomieszkać - długo się nie zastanawia. Wyjeżdża więc do posiadłości Tilneyów, gdzie zakochuje sie w Henrym.
Książka ta w moim mniemaniu nie byłaby może taka zła, gdyby więcej się działo, a główna bohaterka miała bardziej wyrazisty charakter. Niestety, jedyne co mi się teraz pierwsze rzuca w oczy to jej naiwność.
     Tak naprawdę ciekawością zapałałam dopiero pod koniec książki, gdy Katarzyna nagle została niemal wyrzucona z zamku, a jej miłość do Henry'ego wystawiona na próbę, zarówno pod względem uczucia, czasu jak i odległości dzielącej kochanków.
     Mimo, że książka ta mnie nie porwała, cieszę się, że po nią sięgnęłam, gdyż pozwoliło mi to zobaczyć inną Jane Austen niż ta, którą do tej pory znałam.

środa, 24 października 2012

"Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie" Małgorzata Gutowska Adamczyk

    Czy ktoś mi może powiedzieć, czemu wcześniej nie sięgnęłam po książki pani Małgosi?! No tak. Czekałam, aż minie jej czas rozgłosu, bo do książek ogłaszanych bestsellerami podchodzę sceptycznie. Tak jednak, jak nie rozczarowałam się sagą "Zmierzch" Stephanie Meyer, tak z miłą chęcią przeczytałam drugi tom gutowskiej sagi. Przyznaję, iż tom pierwszy był dla mnie nie lada wyzwaniem pod względem ilości bohaterów, a tym samym wielowątkowości, ale tom drugi to już zupełnie inna bajka. A ile się tu dzieje! Można powiedzieć, że cała książka opiera się na historii dwóch postaci: Marianny Blatko i Grażyny Toroszyn wokół których dopiero zostaje rozwinięta historia rodów: Zajezierskich, Cieślaków i wstępnie Hryciów.

    Razem z Marianną płyniemy do Ameryki. Jej oczami widzimy głównie ekonomiczny rozwój "nowego świata", życie i problemy emigrantów z przełomu XIX i XX wieku, a także dylematy którym przyszło im stawić czoła. To też historia jej syna Pawła - spłodzonego z Tomaszem Zajezierskim przez którego nota bene znalazła się na drugim końcu świata. To historia I wojny światowej na którą Paweł - a może raczej Paul jak był nazywany - wyruszył żegnany przez drżącą o jedynaka matkę, z którą już nigdy więcej miał się nie zobaczyć. Trzeba przyznać autorce, że udało Jej się oddać ducha tamtych chwil. Czytając o bombardowaniach, niepokoju, grabieżach i śmierci razem z bohaterami odczuwamy strach i obawę o każdy kolejny dzień. Drżymy o bohaterów z którymi już się zżyliśmy, i którym przychylilibyśmy nieba zapewniajac im spokojne życie, czy to w Zajezierzycach, Gutowie, Długołące czy Ameryce. Zresztą razem z pojawieniem się Pawła, w pewnym sensie odkryłam, jakim cudem pierścień Zajezierskich po latach znalazł się odkopany przez archeologów na rynku w Gutowie. Mówię prawie, bo wiele jeszcze przede mną tajemnic do odkrycia.

    Ale jak już mówiłam, to również historia życia Grażyny Toroszyn znanej jako Gina Weylen - wielkiej aktorki i piosenkarki swoich czasów. Dzięki niej poznajemy świat śmietanki towarzyskiej dawnej Warszawy i widzimy teatr niemal "od kuchni". Razem z Grażyną przeżywamy każdą kolejną premierę, z nią szykujemy się do kolejnych wystąpień, to ona pokazuje nam czym rządzi się scena i jak taka praca waży na ludzkim życiu. Tu także mamy wprowadzenie do świata kina - również tego dźwiękowego. I choć życie Giny nie oszczędziło, to czytając o jej przeżyciach miałam wrażenie jakbym przeżywała przygodę i jakby każdy dzień był ostatnim dniem w moim życiu - dokładnie tak, jak robiła to nasza bohaterka. Tu więc znów ukłon w stronę autorki, oto bowiem chodzi - by zapomnieć choć na chwile, że żyjemy tu i teraz - a znaleźć się w Warszawie na przełomie wieków!

    Gdzieś w połowie książki (a może nawet wcześniej) uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie interesuje mnie już gdzie był pierścień Zajezierskich i jak trafił do Gutowa, choć przyznaję, że to jak Iga poszukuje przodków zagłębiając się w historię ich życia i trochę nieświadomie dzięki temu tka nam ich drzewo genealogiczne jest bardzo wciągające i interesujące. Teraz bardziej interesują mnie sami bohaterowie: co się z nimi stało, jak potoczyły się ich losy, dlaczego tak, a nie inaczej, i co skłoniło ich do takiej, a nie innej decyzji? Coraz częściej zastanawiam się, kto z poznanych mi dotąd bohaterów przeżył II wojnę światową?

    I choć wciąż dość często pomstuję na postaci i ich decyzje, choć często czy to w myślach, czy na głos pytam ich "dlaczego?", to w większej mierze czyta mi się tę książkę jak dziennik. Myślę, że to wspaniałe, bo to trochę tak, jakbym sama szukała przodków, jakbym sama traciła krewnych z wielopokoleniowej rodziny, przeżywała wojnę, na nowo się zakochiwała i po prostu przeżywała przygodę życia.

    Ten tom więc czytało mi się wyśmienicie i z olbrzymią przyjemnością. Wręcz nie mogę się już doczekać, gdy  moje łapki trafi tom opisujący rodzinę Hryciów. Pani Małgosiu, dziękuję i poproszę więcej takich książek, z miłą chęcią wchłonę je tak, jak wchłonęłam "Cukiernię"! :)

piątek, 12 października 2012

"Małgorzata Gutowska - Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk

Dziś sięgnęłam po książkę inną niż czytane do tej pory, nie jest to powieść ani poradnik. Tym razem są to rozmowy autorki "Cukierni pod Amorem" z pięcioma wybranymi czytelniczkami Jej książek.

Muszę przyznać, że wcześniej nie czytałam żadnej z książek tej autorki, a po tak znaną dziś wszystkim "Cukiernię" sięgnęłam dopiero po przeczytaniu opisywanej dziś pozycji. A jak mi się czytało? Świetnie! Poruszane tematy były bardzo różne, od rozmów o szczęściu, uczuciach, życiu, pracy, przez marzenia, aż do polityki czy religii. A jakże często żałowałam że nie mogę wtrącić się do rozmowy! Tak było praktycznie w każdym temacie! Rozmowy pełne pasji, i dużej ilości tzw. złotych myśli. Zresztą, cała książkę mam pooznaczaną żółtymi karteczkami, jako że zaznaczałam wszystko, co mi się w jakiś sposób spodobało czy mną poruszyło. Jak w życiu mamy tu nie tylko zgodności charakterów, ale i różnicę zdań w różnych kwestiach, możemy także z innej perspektywy spojrzeć na różne tematy czy wydarzenia. Rozmówczyniami są żony i matki w różnym wieku, wykonujące różne zawody i mające różne sposoby na życie, udało im się jednak poprzez swoje rozmowy stworzyć dobrą książkę, z której spokojnie możemy się tego i owego nauczyć, a już z pewnością wyciągnąć parę wniosków na przyszłość ;) Polecam. Świetna lektura pozwalająca oderwać się od "tu i teraz" :)

wtorek, 9 października 2012

"Elyria. Polowanie na czarownice" Brigitte Melzer

"Elyrię" dostałam do przeczytania w ramach wymiany książkowej z kolegami z pracy. I mimo, że ostatnio raczej unikam literatury fantastycznej, to po tę sięgnęłam z ciekawością.

Elyria to osiemnastolatka pochodząca z Wędrownego Ludu, której życie jest w miarę uporządkowane. A może raczej było, dopóki nie usłyszała, że pisane jest Jej zupełnie inne życie niż prowadzone do tej pory. Na swoje nieszczęście w niedługi czas później nasza bohaterka zostaje oskarżona o kradzież i zgodnie z prawem zostaje jej wypalony na karku znak złodzieja. Żeby tego było mało wpada w oko Łowcy czarownic - Peristaesowi, który uważa iż jest Ona dziewczyną z przepowiedni, mówiącej, iż "dziewczyna o złotych oczach zniszczy świat lub go ocali". W ten sposób świat Elyrii wywraca się do góry nogami, a Ona sama musi uciekać by nie spłonąć na stosie. Pomaga Jej w tym Ardan który przypadkowo przekazał Jej swoją moc, i w którym z wzajemnością się zakochuje, a także Jej brat Gwynn i jeden z żołnierzy -  dotychczasowa prawa ręka Peristaesa w Bractwie. Ale jak tu poradzić sobie z mocami których nie potrafi się kontrolować? Wieczną ucieczką przed prześladowcami i miłością która nie powinna mieć miejsca? I jeszcze z przepowiednią mówiącą o Jej przeznaczeniu?
Nie znajdziecie w tej książce Elfów, Krasnoludów, Entów czy Olifantów jak we "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Spotkacie natomiast Magów i czarodziejki, ziołolecznictwo które jest na porządku dziennym i Wieszczki zdolne przepowiadać przyszłość. Tak naprawdę podstawą jest tu stara, pradawna magia której dobro obrócono w zło, i której trzeba bronić, mimo, że z jej powodu wielu ludziom przyszło się ukrywać.

Książkę tę przeczytałam właściwie w jakieś 4 godziny jazdy pociągiem, i przyznam, że siłą musiałam się od niej odrywać, bo przecież "musisz zostawić sobie coś na drogę powrotną!". Stąd już pierwszy wniosek - czyta się ją bardzo szybko i wciąga. Autorce udało się dobrze uchwycić charaktery bohaterów, a także opisać targające nimi emocje. Bohaterów było mało, ale Ci którzy byli, okazali się bardzo wartościowi, dzięki czemu akcja nie zwalniała, jak to miało miejsce np. w "Pamiętnikach Wampirów" L.J. Smith. Mimo, iż nie jest to fantastyka z górnej półki, to z mocno bijącym sercem śledziłam losy bohaterów i trzymałam kciuki za powodzenie ich misji. Przypuszczam, iż książka ta bardziej spodoba się osobom, które z literaturą fantastyczną nie miały dotąd styczności, lub miały znikomą, jako że cała historia jest naprawdę, że tak powiem bazowa, i mało rozbudowana. Co nie znaczy oczywiście że gorsza. Podsumowując więc, uważam że "Elyria" warta jest przeczytania, i można czerpać z niej dużo przyjemności. Akcja wartka, język przystępny, jedyne co mnie drażniło to wahania nastrojów głównej bohaterki, często więc na głos pomstowałam: zastanów się kobieto czego Ty w końcu chcesz od życia!.

niedziela, 7 października 2012

"Babunia" Frederique Deghelt

"Można przeżyć życie,  dostrzegając tylko powierzchnię, nie zanurzając się w głębiny, które wywołują ruch na powierzchni, lecz w książce nie mamy wyboru. Trzeba na przemian pływać po powierzchni i schodzić w głąb, od światła do ciemności i tak do utraty tchu."

Powyższy cytat zawarty w omawianej dziś przeze mnie książce idealnie oddaje to, co chcę o niej powiedzieć. Ale zacznijmy od początku. Jade to trzydziestoletnia dziennikarka mieszkająca w Paryżu. Niedawno zakończyła swój nieudany związek i z dnia na dzień postanowiła zaopiekować się swoją osiemdziesięcioletnią babcią - Jeanne, którą własne córki chcą umieścić w domu starców. Kobiety choć wychowane w różnych epokach bardzo się do siebie zbliżają. Okazuje się więc, że wiek może zarówno dzielić, jak i zbliżać. Babcia i wnuczka zbliżają się do siebie nie tylko dzięki silnej więzi która je łączy, ale również dzięki książkom, które obie wręcz pochłaniają. Tylko czemu Jade nigdy nie widziała Babuni - jak wszyscy Jej babcię nazywają - z inną książką w ręku niż Biblia? Czemu ta wspaniała kobieta ukrywała przez całe życie że kocha książki? I jaką rolę spełni w życiu Jade? Czy uda Jej się pomóc wnuczce w wydaniu książki którą ta pisze dzień i noc?

Jeśli lubicie historie z "duszą" w których główną rolę odgrywa miłość, pasja i zrozumienie, to jest to pozycja dla Was. Przyznaję, z początku bardzo się męczyłam, ponieważ sposób w jaki została spisana ta historia pozostawia wiele do życzenia: w niektórych miejscach zdecydowane brakuje znaków interpunkcyjnych czy akapitów, bardzo często również miałam problem z rozróżnieniem kto jest w danej chwili narratorem, jako że historia spisana jest oczami obu naszych bohaterek, ale im bliżej byłam końca, tym coraz bardziej tę książkę chłonęłam. Jak w powyższym cytacie - z początku tylko ślizgałam się po powierzchni, ale gdy już zaczęłam, schodziłam głębiej i głębiej i dopiero wtedy dostrzegłam jej piękno. Jest w niej tyle życiowej mądrości i miłości, tyle czułości i uporu w dążeniu do wyznaczonego celu, że ciężko było mi się od niej oderwać. Zdarzało się też, że jak głupia uśmiechałam się do siebie czytając niektóre fragmenty, ale bywały też takie, które sprawiały, że zaczynałam zastanawiać się nad życiem. Może i nie jest to książka do której będę wracać, ale na pewno jest to książka która na dłuższy czas pozostanie w mojej pamięci.

piątek, 5 października 2012

"Linia serca" Eileen Cook

Tak, jak widać, ostatnio sięgam po lżejszą literaturę. I tak oto, tym razem w ręce wpadła mi książka pt: "Linia serca" Eileen Cook. O czym jest? Sophie i Doug są parą od dłuższego czasu, nic więc dziwnego, że nasza bohaterka oczekuje od życia tej jednej z najważniejszych rzeczy dla kobiety. Oświadczyn. Jakież jest więc Jej zdziwienie, gdy ten, którego wybrała na towarzysza życia oświadcza Jej, że chciałby przejść na kolejny etap znajomości. I nie, tym razem nie są to zaręczyny - wręcz przeciwnie - Doug odchodzi od Sophie i układa sobie życie z inną. Jak to więc w życiu bywa ta spokojna dotąd kobieta popada niemal w histerię, i już w niedługi czas później kombinuje jakby tu sprawić, by mężczyzna do Niej wrócił. Ale jak to zrobić?! Nic prostszego. Nasza bohaterka umyśliła sobie, iż zacznie swojemu byłemu i Jej nowej partnerce...przepowiadać przyszłość! Tak, tak, dobrze słyszycie. Z początku robi to nieśmiało, tylko by odzyskać faceta, potem jednak spotyka Nicka - sceptyka w sprawach paranormalnych, który za każdym razem stara się obalić teorię, jakoby ludzie potrafili czytać w myślach. Z czasem "pan sceptyczny" jak Go nazywam zaczyna pomagać Sophie nauczyć się, jak nabrać swojego byłego w tym względzie i dzięki temu Go odzyskać. W zamian za to, Nick będzie mógł przestudiować sprawę i dzięki temu zabłysnąć w swoim fachu przed kolegami z pracy. A co potem? Znów zostawię Was w nieświadomości...niekoniecznie błogiej. :)

Cóż mogę powiedzieć od siebie o tej książce?  Muszę przyznać, że brałam ją ze sceptycyzmem - nie wierzę w czytanie w myślach, więc historia wydawała mi się naciągana. Kiedy jednak już zaczęłam...wsiąkłam! W bohaterce poniekąd widziałam odzwierciedlenie własnej osoby, więc dla autorki już jeden plus - umie sprawić byśmy utożsamiali się z bohaterami i jednocześnie do nich przywiązali. Poza tym, mimo iż historia z pozoru banalna, to można w niej odnaleźć odpowiedzi na niektóre nurtujące nas pytania, dodatkowo pozwala spojrzeć z innej strony na własne życie, zwłaszcza, jeśli znajdujemy się w podobnej jak bohaterka sytuacji. "Linia serca" to książka, przy której czytaniu się nie męczyłam również ze względu na sposób, w jaki została napisana. Dialogi nie przeważają nad opisami i odwrotnie, wiemy kiedy kto mówi i nie plączemy się w wątkach, nie przeskakujemy pomiędzy historiami kilkudziesięciu bohaterów. Przede wszystkim jednak urzekła mnie ona nieprzebraną ilością wpisanego tu humoru. Ostatni raz śmiałam się tak czytając "Miłość w stylu retro". Jak się bowiem nie śmiać z Sophie wpadającej w tarapaty podczas prowadzonej z Nią audycji radiowej czy Jej widoku, gdy z dwoma skarpetkami (Douga jakby nie było) nie od pary chowa się gdzieś na podłodze w pralni? Mimo więc, iż nie jest to jakaś wybitna literatura, cieszę się że ta książka trafiła w moje łapki, bo sprawiła mi dużo przyjemności i nieźle ubawiła. :)

wtorek, 18 września 2012

"Obiecaj mi"

Dziś na tapecie Richard Paul Evans z książką pt: "Obiecaj mi". Muszę przyznać, że chwyciłam za tę książkę z trzech powodów. Po pierwsze przyciągnął mnie tytuł, po drugie - od dłuższego czasu przymierzałam się do sięgnięcia po którąś z pozycji tego autora, a jak już przeczytałam o czym ta książka jest - przepadłam z kretesem ;) Jest to historia Beth która po śmierci męża który ją zdradzał przestała wierzyć w szczęście. Pewnego dnia jednak przypadkowo poznaje Matthew, który niezrażony Jej obojętnością stara się umówić z Nią na randkę. Beth jest nieufna i trochę czasu zajmuje Jej przekonanie się do nieznajomego, który jest zresztą bardzo tajemniczy. Skąd wie na co cierpi córeczka Beth - Charlotte? Dlaczego pojawił się w Jej życiu?  Jaką odegra w nim rolę? To wróg czy przyjaciel? I co oznaczają dwa skryte w szkatułkach naszyjniki? Jest tyle pytań, a nie widać żadnej odpowiedzi. Do czasu. "Wtedy właśnie pojawił się Matthew - niespodziewanie, bez zaproszenia. Jak anioł, który łapie za rękę dokładnie w tej chwili, w której tracimy resztki nadziei."- I rzeczywiście, ten mężczyzna wydaje nam się istotą nie z tego świata, która przyszła pomóc kobiecie w potrzebie, dać Jej nadzieję na przyszłość i wesprzeć w tych trudnych dla Niej chwilach. Muszę przyznać, że tego właśnie się spodziewałam przez pół książki. Jak się jednak okazuje, nie wszystko jest zawsze takie, jakie nam się na początku wydaje. Matthew to postać specyficzna, jest przystojny, tajemniczy i potrafi urzec swoją osobą. Potrafi marzyć i nie boi się tych marzeń realizować, z jednej strony pewny siebie, z drugiej niepewny jak ma postąpić. Wydaje się być ostoją dla Beth która po tym co przeszła jest nieufna i w pełni poświęcona wychowywaniu córki. Jak można się jednak spodziewać tych dwoje zakochuje się w sobie, mimo iż wiedzą, że nie dane im będzie być razem. Dlaczego? By się tego dowiedzieć trzeba tę książkę przeczytać i samemu dać się zaskoczyć. To piękna opowieść o miłości - nie tylko tej damsko-męskiej, ale i o miłości matczynej. O tym, że choćby działo się w naszym życiu wiele złego, to zawsze jest światełko nadziei na lepsze jutro, i że może ono przyjść w różnej postaci, zwłaszcza wtedy, gdy kompletnie się tego nie spodziewamy. To książka o przyjaźni i o tym, że jeśli tylko chcemy i  się nie poddamy to pokonamy trudności, zwłaszcza z życzliwymi osobami u boku. Czytając tę książkę nie potrafiłam przestać porównywać jej do książek Nicholasa Sparksa - pewnie dlatego że to pisarze z że tak powiem "jednej półki". I choć lubię Sparksa i jego historie, to muszę przyznać że Evansa zdecydowanie lepiej mi się czytało, nie tyle ze względu na treść, bo tu "Pamiętnik" tego pierwszego wciąż pozostaje u mnie na pierwszym miejscu, ale na styl. Zdania miały tu pewnego rodzaju głębie, nie gubiłam się przechodząc do kolejnych wątków. Tak więc jak dla mnie jest 1:1 i myślę że naprawdę warto zetknąć się z twórczością tego pisarza. Kto wie co odkryję po kolejnej lekturze... ;)

piątek, 17 sierpnia 2012

"Wyznania zakupoholiczki"

Ostatnim razem na tapecie była Sophie Kinsella. Postanowiłam więc iść za ciosem i sięgnęłam po Jej starszą pozycję "Wyznania Zakupoholiczki". Przyznam szczerze, że choć zwykle wiem, iż książka różni się od adaptacji filmowej, to tym razem myślałam że będzie inaczej. Pomyliłam się. Ale to dobrze. Zacznę jednak od początku.

Jest to historia dziennikarki zajmującej się finansami - Rebeki Bloomwood, która jednak uważa to zajęcie za najnudniejsze na świecie. Rebeka jak każda kobieta uwielbia zakupy. Choć uwielbia to chyba za mało powiedziane - ma na ich punkcie fioła! Upoluje każdą okazję, nie przepuści żadnej obniżki choćby miała w ciągu jednego dnia kupić 5 słoiczków kremu, czy w ramach bonusu dostać szminkę której odcień kompletnie do niej nie pasuje. Szasta pieniędzmi na lewo i prawo kompletnie nie przejmując się coraz to bardziej powiększającym się debetem na koncie. Co robi nasza bohaterka, kiedy na horyzoncie pojawiają się listy z ponagleniami uregulowania rachunków? Wyrzuca je udając że ich nie dostała. A co robi by uciszyć sumienie? Oczywiście idzie na zakupy! I tak oto Becky tworzy błędne koło. Nie wokół samych zakupów jednak świat się kręci. Nasza trzydziestolatka w międzyczasie ma kilku adoratorów w tym m.in multimilionera, a na oku - choć jeszcze nie jest tego zupełnie świadoma, pewnego dżentelmena - Luka Brandona, który postawi Jej świat do góry nogami, i choć bardzo się tej znajomości opiera, to nie będzie w stanie temu uczuciu się przeciwstawić. Niestety jak to w życiu bywa sprawy się komplikują, problemy spiętrzają i Rebeka nie wytrzymuje i postanawia na jakiś czas ukryć się przed światem w domu swoich rodziców, wszystkim wmawiając że wyjeżdża i nie wie kiedy wróci. Podsumujmy wiec: z Lukiem się przemawia, pracy ma dość, ma gigantyczny dług w banku i zostają zablokowane wszystkie Jej karty kredytowe, a do tego prześladuje Ją Derek Smith - przedstawiciel banku Edwich. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Siedząc bowiem u rodziców, bohaterka natrafia na aferę finansową, którą opisuje w prasie i dzięki temu trafia do telewizji. Co się jednak dzieje dalej? Nie zdradzę. Powiem tylko że na darmo będziecie doszukiwać się tu terapii z zakupoholizmu czy afery z Derekiem przed kamerami telewizyjnymi. Dostaniecie natomiast ogromną dawkę poczucia humoru, bohaterów z charakterem którzy potrafią błysnąć intelektem i mnóstwo zabawy. Nie braknie też sytuacji w której buntujemy się przeciw decyzjom bohaterki czy kręcimy z dezaprobatą głową patrząc na dokonywane przez nią wybory. Czasem ma się wręcz ochotę krzyknąć "Otwórz oczy kobieto!". Nie jest to może literatura wysokich lotów, ale nieźle się przy jej czytaniu ubawiłam, a o to czasem właśnie chodzi, czyż nie? :)

sobota, 28 lipca 2012

Miłość w stylu retro


 Przed chwilą skończyłam tę książkę czytać i nie mogę przestać się uśmiechać. Pierwsze słowo które mi się nasuwa gdy o niej myślę to „cudowna”. W czym się ta cudowność przejawia, ktoś zapyta? Dobre pytanie. Wydaje mi się że w samych bohaterach, ich charakterze, w poczuciu humoru które z tej książki przebija, no i w samej historii. A jest to historia Lary Linghton – młodej headhunterki, która często nie umie pogodzić się z rzeczywistością, i nie umie walczyć o swoje, a gdy się zdenerwuje dopada ją słowotok. Ale jest to też historia Jej ciotecznej babki – Sadie Lancaster która umiera w wieku 105 lat i w dniu pogrzebu ukazuje się Larze jako…duch. :) Tak, tak dobrze czytacie. I to duch nie staruszki, a 23-letniej dziewczyny, która szuka swojego zaginionego naszyjnika, bez którego nie może ruszyć w dalszą drogę. O dziwo Sadie widzi tylko Lara i to na Jej barki spada zadanie odnalezienia naszyjnika. Cóż mogę powiedzieć o Jej ciotecznej babce? Na pewno nie to, że jest spokojna. O nie! To żywiołowa dziewczyna, nie mająca przed niczym oporów, chwytająca życie takim jakie jest (o ile można tak powiedzieć o duchu). W młodości przeżyła zawód miłosny i ciągle powtarza że już się z tego otrząsnęła. Jak jest jednak naprawdę? Tego dowiecie się już z lektury. Mogę powiedzieć tylko że mamy tu i mnóstwo poczucia humoru które widzimy przede wszystkim podczas konfrontacji tych dwóch pań, jest wątek kryminalny – próba odnalezienia naszyjnika, ale mamy tu również wątek miłosny, przyjaźń. Autorka pokazała nam również że ważniejsze są inne wartości niż sława i pieniądze, bo to może przeminąć, a miłość, rodzina czy choćby jej historia pozostaną na zawsze.  

Ostatnimi czasy jestem dość wybredna jeśli chodzi o literaturę, ale tym razem się nie zawiodłam. Sophie Kinsella – autorka znanych pewnie większości osób „Wyznań zakupoholiczki” stanęła na wysokości zadania i dała nam piękną historię dwóch kobiet – współczesnej, nieco zagubionej w dzisiejszym świecie, i tej z lat dwudziestych, która widziała czego chce od życia i nie wahała się po to sięgnąć. Dwie różne kobiety, a jednak tak do siebie podobne. I choć z początku za nic nie mogły się dogadać, to  z czasem stały się najlepszymi przyjaciółkami, a gdy ta ostatnia…nieeee tego już nie zdradzę! Z czystym sumieniem mogę ją polecić i myślę że będzie to jedna z niewielu pozycji do której będę wracać z uśmiechem :)

środa, 25 lipca 2012

No to "Nadzieja"

Jakiś czas temu zaczęłam pisać o "Nadziei" Katarzyny Michalak i brakło mi wtedy słów na jej opisanie. Jako że trochę czasu minęło i mogłam nieco zebrać myśli, dziś wrócę do tematu.

Jest to historia młodej dziewczyny, Lilki, której los nie oszczędza. Poznajemy Ją jako małą dziewczynkę mieszkającą ze swoim ojcem, macochą i jej córką. Mieszka w domu, w którym nie ma miłości, jedynie strach. Strach, że ojciec znów zajrzy do kieliszka, strach przed kolejnym ciosem, strach że znów usłyszy jak jest niewdzięczna i beznadziejna. Nie, w tym domu nie ma miłości, jest tylko pogarda i odrzucenie. Każdy dzień jest podobny do poprzedniego. Ale los się odmienia. W Jej życie wkracza Aleks - chłopiec rosyjskiego pochodzenia mieszkający ze swoją ciotką Anastazją, której nota bene boi się całe miasteczko uznając Ją za wiedźmę. Dzieci zaprzyjaźniają się, ale nie jest to łatwa przyjaźń. O nie. Każde z nich mimo młodego wieku wiele już przeszło, dlatego już samo spotkanie jest dla niech jak promyk nadziei na przyszłość. Ten promyk jest jednak bardzo chwiejny. Liliana dość często wpada w tarapaty, a Aleks Ją ratuje. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie to, że dziewczynka jest tak zastraszona i tak się boi reakcji ojca, że za każdym razem zwala winę na...Aleksa właśnie. Więc gdy ojciec Lilki przyłapuje ich w znaczącej sytuacji Aleksiej zostaje oskarżony o gwałt. Tego jest mu już za wiele. Zostawia Lilianę i idzie swoją drogą... Tak zaczyna się cała ta historia. Nie łatwa zresztą historia, bo oprócz problemu gwałtów, alkoholizmu czy wyrzucenia na margines społeczeństwa mamy tu też pokazany problem autoagresji o którym zresztą tak mało słychać w dzisiejszym świecie, choć zbiera ona niemal tak duże żniwo jak depresja.

Jest to pierwsza książka z serii z "czarnym kotem". Nie łatwa, ale moim zdaniem dająca do myślenia. Bohaterka potrafi wkurzyć. Często jest głupia i ślepa na to co się dzieje i czasem ciężko zrozumieć Jej postępowanie, aczkolwiek dość łatwo było mi się wczuć w jej skórę. Wiem, paradoks ale jednak możliwy. Ogólnie książka jako całość mi się podobała, choć na końcu czułam pewien niesmak, jak nigdy po przeczytaniu pozostałych książek tej autorki. A czemu niesmak? Wyjątkowo zakończenie było dla mnie jakieś takie...mdłe. Nie wiem czemu. Może podziałał tak na mnie temat, albo charakter głównej bohaterki. Uważam jednak że każdy sam powinien się przekonać czy ta lektura będzie mu odpowiadać. Jak mówię mnie mimo uwag się podobała, choć do lekkich lektur wyjątkowo nie należy. No i daje do myślenia. Bardzo.

A co Wy sądzicie po przeczytaniu? ;)

wtorek, 19 czerwca 2012

"Nadzieja"

Wczoraj skończyłam czytać "Nadzieję" Katarzyny Michalak i choć przeczytałam wszystkie książki tej autorki którą zresztą bardzo cenię to...po raz pierwszy brak mi słów. Powiem tylko że jest dobra. Nie jestem jednak w stanie określić dlaczego - w czym ta jej dobroć tkwi. Oczywiście spłakałam się jak zwykle czytając tę historię, i jak zawsze krzyczałam na bohaterkę - w tym wypadku by nie robiła tego, co robiła, ale po skończeniu książki wyjątkowo nie miałam miliona myśli która aż prosiły by je przelać na przysłowiowy papier. Nie. Tym razem musiałam wziąć głęboki wdech i zastanowić się nad tym co przeczytałam...

sobota, 16 czerwca 2012

"Spotkajmy sie w Paryżu"

W przerwie między poszczególnymi tomami "Cukierni pod Amorem" postanowiłam wziąć coś lekkiego i dzięki temu ciut się rozerwać. Mój wybór padł na zbiór trzech opowiadań opublikowanych pod jednym tytułem "Spotkajmy się w Paryżu".


Opowiadanie pierwsze pt. "Paryskie noce" Julii James to historia Vanessy - młodej dziewczyny, która nigdy nie używała życia opiekując się wychowującymi ją dziadkami. Po ich śmierci postanawia wyjechać na wycieczkę do Paryża by pozwiedzać i wreszcie zobaczyć trochę świata. Ale to też historia Markosa - bogacza, któremu do szczęścia wystarczą kochanki i który jak diabeł święconej wody boi się małżeństwa, nie chce bowiem popełnić tego samego błędu co jego rodzice.
Obydwoje spotykają się w Paryżu i przypadek sprawia, że Markos staje się chwilowym ochroniarzem Vanessy i odpędza nagabujących ją mężczyzn. Po jakimś czasie spędzają razem noc. Vanessa zakochuje się w nim. Niestety dla Markosa dziewczyna jest tylko "utrzymanką". Obdarza ją podarunkami, sypia z nią, ale kompletnie nic do niej nie czuje - no może oprócz chęci jej posiadania. Sielanka trwa przez ładnych parę miesięcy, ale jak to ze szczęściem bywa - wszystko się kończy tak nagle jak się zaczęło. Vanessa dowiaduje się, iż jej "chłopak" planuje ślub z inną, do tego podejrzewa że jest w ciąży czego Markos absolutnie nie bierze pod uwagę - pakuje więc torbę i opuszcza miłość swojego życia bez słowa wyjaśnienia. Po jakimś czasie zdruzgotany Markos odnajduje dziewczynę i oskarża Ją o pójście do łóżka z innym facetem na co ta zamyka Mu drzwi przed nosem. Niezrażony Markos po konsultacji z kuzynem i jego żoną wreszcie zdaje sobie sprawę że dziecko jest jego i obydwoje biorą ślub.

Musze przyznać, że biorąc tę książkę do ręki spodziewałam się czegoś bardziej ambitnego. Niestety czułam się, jakbym czytała zwykłego harlequina, który ma konkretny schemat i w którym na konkretnej stronie ma być taka, a taka sytuacja. Historia pędziła na łeb na szyję i właściwie zamiast poczuć niesmak od decyzji bohaterów, smutek czy wreszcie szczęście na zakończeniu, kończąc czytać czułam...ulgę. Ulgę że wreszcie skończyłam czytać bo chyba rozdziały więcej bym nie zmogła.

Opowiadanie drugie to "Tylko jeden weekend". Jest to historia Caitlin - pielęgniarki której pacjent zostawił w spadku starą willę, i Raya - siostrzeńca tegoż pacjenta, pragnącego za wszelką cenę uzyskać prawa do tego domu i przyległych do niego terenów. W tym celu zaprasza Caitlin do Paryża...Nie przewidział jednak komplikacji w postaci prawdziwego uczucia...

"Osobliwa gra" to tytuł trzeciego i zarazem ostatniego opowiadania. Clea i Slade są jak ogień i woda. Choć oboje uparci to się różnią: Clea widziała zbyt wiele rozwodów swoich rodziców więc jest nieufna co próbuje ukryć ciętym językiem i opanowaniem, Slade natomiast kiedy czegoś pragnie nie cofnie się przed niczym. Już na samym początku widzimy przeskakującą między nimi iskrę. A co jeśli dodamy do tego randki w różnych miejscach świata? Tak właśnie wyglądają ich spotkania. Jedno wyznacza miejsce, a drugie niemal po omacku do niego dociera. To wszystko jednak powoduje że czytamy to opowiadanie z zainteresowaniem i zastanawiamy się jak też to wszystko się skończy. Bohaterowie są uparci i wyraziści, ale i tajemniczy. Jedyna jego wada to chyba to iż główny bohater za szybko kapituluje i bierze winę na siebie. Mógłby trochę dłużej zastanawiać się nad tym swoim losem - byłoby to wtedy bardziej realne.


Jeśli ktoś lubi krótkie, nie wymagające myślenia historie miłosne, albo po prostu najzwyklejsze romansidła to polecam. Jeśli reagujecie na takie alergią to omijajcie tę pozycję szerokim łukiem. Nie będę owijała w bawełnę - z wyjątkiem ostatniego opowiadania -  rozczarowałam się niezmiernie.



wtorek, 12 czerwca 2012

"Cukiernia pod Amorem - Zajezierscy"

Tym razem na tapecie znana myślę większości kobiet "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk, czyli pierwszy tom rodzinnej sagi.

Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki sceptycznie. Jak dla mnie była przereklamowana, wszędzie było jej pełno i już tylko tym mnie do siebie zraziła. Ale wszystko do czasu. Niedawno pojawiła się bowiem nowa książka pani Małgosi pt. "Małgorzata Gutowska - Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" do której z ciekawości zajrzałam i....przepadłam. Inaczej tego określić się nie da. Jako że ta mi się spodobała postanowiłam więc dać szansę Jej poprzednim książkom i...wsiąkłam.

Przyznam szczerze i bez bicia, że pierwsze 100-150 stron to była droga przez mękę. Nie może jakaś straszna, ale jednak nawał postaci i wydarzeń, a także skakanie po epokach było trochę wyczerpujące i można się w tym wszystkim było nieźle pogubić - czasem musiałam ze 2-3 razy przeczytać jakieś zdanie, by załapać o jaką osobę chodzi i wpisać ją w historię omawianych wcześniej postaci. Aż żałowałam, że nie zaczęłam zawczasu robić ich drzewa genealogicznego - może byłoby mi łatwiej - a do tego na końcu książki jakoś nie zaglądałam, sama nie wiem czemu. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jak już przeszłam początek to potem było z górki i coraz ciekawiej.

Zagłębiać w szczegóły się nie będę coby kogoś nie uśpić. Powiem tylko tyle, że jest to historia rodu Zajezierskich, którego tajemnicę - zaginięcie podczas wojny pamiątki rodzinnej czyli słynnego pierścienia - próbuje rozwikłać Iga, wnuczka ostatniego właściciela owej pamiątki. Całości dopełniają historie życia poszczególnych członków rodziny. Mamy tu trochę poczucia humoru, ale czytając zwracałam przede wszystkim uwagę na nierozważne decyzje bohaterów, często ich głupotę, porywczość czy brak jakiegokolwiek zaangażowania. Zbyt często swój los zostawiali w rękach opatrzności i mówili "jakoś to będzie, przyzwyczaję się". Chcieli być szczęśliwi, ale nie mieli odwagi po to szczęście chwycić. Ileż razy przy czytaniu kręciłam głową z dezaprobatą lub w myślach wręcz krzyczałam na nich że robią źle, że tak nie powinni, że z góry widać iż dane czyny prowadzą do nieszczęścia. Ale jak to z książkami bywa, bohaterowie żyją w nich własnym życiem i są głusi na moje argumenty. Co właściwie wyszło na dobre, bo tę pozycję dzięki temu wręcz łyknęłam z wypiekami na twarzy.

Nie jest to książka ciężka, ale nie zaliczyłabym jej też w poczet romansideł, czy typowo kobiecej literatury. Moim zdaniem zdecydowanie mogą ją czytać również panowie. Tajemnice, intrygi, miłość przepleciona z nienawiścią, strach, ale i codzienne życiowe dylematy i problemy. To wszystko możemy w tej książce znaleźć.

Na uznanie mogą również liczyć opisy, które były bardzo dokładne, a dbałość o szczegóły czasem wręcz mnie zaskakiwała. Wszystko to jednak wyszło na plus, bo choć często zaglądałam do przypisów, to dzięki temu książka zyskała specyficzny klimat, i pozwalała wręcz wsiąknąć w poprzednią epokę.

Podsumowując - żałuję że tak późno za "Cukiernię..." chwyciłam, ma to jednak swój plus - nie muszę czekać na tom trzeci tylko mogę wszystko pochłonąć jedna po drugiej :D Jedyna wada to jak mówiłam natłok bohaterów już od samego początku. Z czystym sumieniem jednak polecam, bo naprawdę warto. ;)

Niedługo opis kolejnych tomów, a także wspomnianych wcześniej "Rozmów...".

Zapraszam ;)

sobota, 2 czerwca 2012

"Kwiaty na poddaszu"

Dosłownie ze 3 minuty temu skończyłam czytać "Kwiaty na poddaszu" Virginii C. Andrews i muszę przyznać, że dawno już nie zmęczyłam się przy lekturze jak teraz. Ale od początku. Szczęśliwą dotąd rodzinę dotyka tragedia - Cathy, Chris, a także bliźnięta - Carrie i Cory tracą ojca. Jako że ich rodzice żyli ponad stan - wszyscy muszą przenieść się do rodziców swojej matki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, iż dzieci muszą zostać ukryte na poddaszu w tajemnicy przed swoim dziadkiem, po to, by ich matka - niegdyś wydziedziczona, znów weszła w łaski ojca i odziedziczyła po nim spadek, za który mogłaby zapewnić sobie i swoim pociechom byt. Z początku taka sytuacja ma trwać tylko kilka dni. Z dni tworzą się miesiące, a z miesiąc lata. Codziennie dzieci są kontrolowane przez babcię - dewotkę i bezwzględną kobietę, która nie cofnie się przed niczym, nawet przed wylaniem smoły na głowę swojej wnuczki. Dzieci żyją w strachu, marzną, są głodzone i jedynie karane. Nie doznają od nikogo miłości - może jedynie na początku - od swojej matki, która z czasem coraz rzadziej się nimi interesuje by w końcu...ale nie, tego nie zdradzę ;) Wszystkiego uczą się z telewizji i książek, nie mają dostępu nawet do pomocy medycznej, którą na swoje barki wziął najstarszy chłopiec - Chris, który w przyszłości chciałby zostać lekarzem. Młodsza od niego Cathy marzy by zostać baletnicą. Jako najstarsi opiekują się bliźniętami i tak na dobrą sprawę z czasem zastępują im rodziców. Z tej książki bije przede wszystkim cierpienie. Mnóstwo cierpienia i niesprawiedliwości. Czytając ją miałam ochotę krzyczeć, że tak nie można, tak się nie godzi traktować drugiego człowieka, a już zwłaszcza dzieci! To niesprawiedliwe! I to jeszcze nie obcy, a własna rodzina! Ogólnie książka dobra, język prosty, fabuła również, tylko to cierpienie bijące z każdej przeczytanej strony i strach że zaraz coś im się stanie, że zostaną na czymś przyłapani, skrzywdzeni, ukarani.....To mnie dobijało, wysysało wszystkie emocje, i po wszystkim czułam się strasznie zmęczona. Jeśli ktoś lubi mocne historie, takie które mogły lub zdarzyły się naprawdę to z czystym sumieniem mogę "Kwiaty na poddaszu" polecić. Osobiście jednak raczej nie sięgnę po kontynuację, czyli "Płatki na wietrze"- za bardzo przeżywam to, co dzieje się z bohaterami każdej książki którą czytam, i to mnie dobija, a jak to mówią - co za dużo, to nie zdrowo.

Hm...co by tu teraz chwycić w swoje łapki? Może coś weselszego...? ;)

A może ktoś mógłby mi coś dobrego polecić? Najlepiej coś lżejszego, a nie jakąś sensację czy kryminał od których chyba muszę na razie odpocząć. ;)

wtorek, 29 maja 2012

"Ogród Kości"

Nie, nie biorę udziału w wykopaliskach archeologicznych, ani nie znalazłam szczątków na przydomowym trawniku, w przeciwieństwie do Julii Hamil - bohaterki książki Tess Gerritsen "Ogród kości". Naszą bohaterkę poznajemy gdy przeprowadza się po rozwodzie do starego domu w Massachusetts, tak zwanego domu z duszą. Porządkując ogród natrafia na szczątki kobiety, którą pochowano tam po 1830 roku. Zaintrygowana Julia z pomocą ponad 90- letniego mężczyzny powoli odkrywa sekret pochowanej kobiety. Co mnie ucieszyło, to fakt, że historia nie jest spisywana tylko ze współczesnego punktu widzenia - posiada retrospekcję, w której sami śledzimy losy odnalezionej przez Julię kobiety i poznajemy Jej historię. Dzięki temu m.in. cały czas utrzymane jest napięcie, i z wypiekami na twarzy możemy śledzić losy bohaterów. Moim zdaniem książka jest bardzo ciekawa i dobrze napisana. Mimo powrotów do przeszłości nie gubimy się w akcji, jest także niewiele osób dzięki czemu nie jest trudno zapamiętać nazwiska i przypisać je do poszczególnych bohaterów. Postaci są całkiem wyraziste, a wydarzenia realne, dzięki czemu możemy się spokojnie utożsamić z bohaterami tej książki. Czytając ją miałam chwile w których niemal krzyczałam na bohaterkę pytając ją dlaczego postąpiła tak a nie inaczej, uprzedzałam przed złem i próbowałam naprowadzić na odpowiednią drogę - niektórym może się to wydać dziwne, ale myślę że w książkach właśnie o to chodzi - by poruszały nas, wyzwalały emocje i coś w nas zostawiały na przyszłość. Jest to kryminał medyczny, więc nie zabrakło w nim też niezwykle realnych opisów, może nie tak realnych i wyrazistych jak np. u Beckett'a, ale jednak takich przy których dostawało się dreszczy, a czasem i mdłości - zwłaszcza jeśli się akurat było po posiłku ;p I tak mamy tam nie tylko sekcje zwłok, ale również między innymi amputację kończyn przy której opisie nota bene współczułam bohaterowi i naprawdę ledwo ten fragment czytałam. Z czystym sumieniem mogę jednak polecić tę książkę innym czytelnikom, a i sama na pewno jeszcze do twórczości tej autorki wrócę. Poza tym zważywszy na moją wrodzoną chęć poznawania ludzkich losów, chętnie przeczytałabym rozbudowane losy zmarłej ok. 1830 roku bohaterki.