Tym razem na tapecie znana myślę większości kobiet "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk, czyli pierwszy tom rodzinnej sagi.
Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki sceptycznie. Jak dla mnie była przereklamowana, wszędzie było jej pełno i już tylko tym mnie do siebie zraziła. Ale wszystko do czasu. Niedawno pojawiła się bowiem nowa książka pani Małgosi pt. "Małgorzata Gutowska - Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" do której z ciekawości zajrzałam i....przepadłam. Inaczej tego określić się nie da. Jako że ta mi się spodobała postanowiłam więc dać szansę Jej poprzednim książkom i...wsiąkłam.
Przyznam szczerze i bez bicia, że pierwsze 100-150 stron to była droga przez mękę. Nie może jakaś straszna, ale jednak nawał postaci i wydarzeń, a także skakanie po epokach było trochę wyczerpujące i można się w tym wszystkim było nieźle pogubić - czasem musiałam ze 2-3 razy przeczytać jakieś zdanie, by załapać o jaką osobę chodzi i wpisać ją w historię omawianych wcześniej postaci. Aż żałowałam, że nie zaczęłam zawczasu robić ich drzewa genealogicznego - może byłoby mi łatwiej - a do tego na końcu książki jakoś nie zaglądałam, sama nie wiem czemu. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jak już przeszłam początek to potem było z górki i coraz ciekawiej.
Zagłębiać w szczegóły się nie będę coby kogoś nie uśpić. Powiem tylko tyle, że jest to historia rodu Zajezierskich, którego tajemnicę - zaginięcie podczas wojny pamiątki rodzinnej czyli słynnego pierścienia - próbuje rozwikłać Iga, wnuczka ostatniego właściciela owej pamiątki. Całości dopełniają historie życia poszczególnych członków rodziny. Mamy tu trochę poczucia humoru, ale czytając zwracałam przede wszystkim uwagę na nierozważne decyzje bohaterów, często ich głupotę, porywczość czy brak jakiegokolwiek zaangażowania. Zbyt często swój los zostawiali w rękach opatrzności i mówili "jakoś to będzie, przyzwyczaję się". Chcieli być szczęśliwi, ale nie mieli odwagi po to szczęście chwycić. Ileż razy przy czytaniu kręciłam głową z dezaprobatą lub w myślach wręcz krzyczałam na nich że robią źle, że tak nie powinni, że z góry widać iż dane czyny prowadzą do nieszczęścia. Ale jak to z książkami bywa, bohaterowie żyją w nich własnym życiem i są głusi na moje argumenty. Co właściwie wyszło na dobre, bo tę pozycję dzięki temu wręcz łyknęłam z wypiekami na twarzy.
Nie jest to książka ciężka, ale nie zaliczyłabym jej też w poczet romansideł, czy typowo kobiecej literatury. Moim zdaniem zdecydowanie mogą ją czytać również panowie. Tajemnice, intrygi, miłość przepleciona z nienawiścią, strach, ale i codzienne życiowe dylematy i problemy. To wszystko możemy w tej książce znaleźć.
Na uznanie mogą również liczyć opisy, które były bardzo dokładne, a dbałość o szczegóły czasem wręcz mnie zaskakiwała. Wszystko to jednak wyszło na plus, bo choć często zaglądałam do przypisów, to dzięki temu książka zyskała specyficzny klimat, i pozwalała wręcz wsiąknąć w poprzednią epokę.
Podsumowując - żałuję że tak późno za "Cukiernię..." chwyciłam, ma to jednak swój plus - nie muszę czekać na tom trzeci tylko mogę wszystko pochłonąć jedna po drugiej :D Jedyna wada to jak mówiłam natłok bohaterów już od samego początku. Z czystym sumieniem jednak polecam, bo naprawdę warto. ;)
Niedługo opis kolejnych tomów, a także wspomnianych wcześniej "Rozmów...".
Zapraszam ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz