niedziela, 28 października 2012

"Opactwo Northanger" Jane Austen

     Jest to trzecia książka Jane Austen po "Rozważnej i romantycznej" i "Dumie i uprzedzeniu" jaką przeczytałam, i pierwszą tej autorki którą się rozczarowałam.
     Katarzyna Morland to młoda kobieta  o niezbyt wysokiej pozycji społecznej, nie na tyle jednak niskiej, by uznać iż żyła w biedzie. To dziewczyna kochająca czytać książki, ufająca i święcie wierząca w ludzi, a także posiadająca ogromne pokłady wyobraźni mogące doprowadzić ją do zguby. Tak się składa, że dzięki swoim sąsiadom - państwu Allen - ma możliwość wyjazdu do Bath - większego miasteczka, w którym wreszcie może się pokazać, zaznać trochę rozrywki i nabrać obycia towarzyskiego. tu poznaje swoją przyjaciółkę Eleonorę Tilney i jej brata Henrego. Katarzyna uwielbia również stare zamki, kiedy więc nadarza się okazja by w takim pomieszkać - długo się nie zastanawia. Wyjeżdża więc do posiadłości Tilneyów, gdzie zakochuje sie w Henrym.
Książka ta w moim mniemaniu nie byłaby może taka zła, gdyby więcej się działo, a główna bohaterka miała bardziej wyrazisty charakter. Niestety, jedyne co mi się teraz pierwsze rzuca w oczy to jej naiwność.
     Tak naprawdę ciekawością zapałałam dopiero pod koniec książki, gdy Katarzyna nagle została niemal wyrzucona z zamku, a jej miłość do Henry'ego wystawiona na próbę, zarówno pod względem uczucia, czasu jak i odległości dzielącej kochanków.
     Mimo, że książka ta mnie nie porwała, cieszę się, że po nią sięgnęłam, gdyż pozwoliło mi to zobaczyć inną Jane Austen niż ta, którą do tej pory znałam.

środa, 24 października 2012

"Cukiernia pod Amorem. Cieślakowie" Małgorzata Gutowska Adamczyk

    Czy ktoś mi może powiedzieć, czemu wcześniej nie sięgnęłam po książki pani Małgosi?! No tak. Czekałam, aż minie jej czas rozgłosu, bo do książek ogłaszanych bestsellerami podchodzę sceptycznie. Tak jednak, jak nie rozczarowałam się sagą "Zmierzch" Stephanie Meyer, tak z miłą chęcią przeczytałam drugi tom gutowskiej sagi. Przyznaję, iż tom pierwszy był dla mnie nie lada wyzwaniem pod względem ilości bohaterów, a tym samym wielowątkowości, ale tom drugi to już zupełnie inna bajka. A ile się tu dzieje! Można powiedzieć, że cała książka opiera się na historii dwóch postaci: Marianny Blatko i Grażyny Toroszyn wokół których dopiero zostaje rozwinięta historia rodów: Zajezierskich, Cieślaków i wstępnie Hryciów.

    Razem z Marianną płyniemy do Ameryki. Jej oczami widzimy głównie ekonomiczny rozwój "nowego świata", życie i problemy emigrantów z przełomu XIX i XX wieku, a także dylematy którym przyszło im stawić czoła. To też historia jej syna Pawła - spłodzonego z Tomaszem Zajezierskim przez którego nota bene znalazła się na drugim końcu świata. To historia I wojny światowej na którą Paweł - a może raczej Paul jak był nazywany - wyruszył żegnany przez drżącą o jedynaka matkę, z którą już nigdy więcej miał się nie zobaczyć. Trzeba przyznać autorce, że udało Jej się oddać ducha tamtych chwil. Czytając o bombardowaniach, niepokoju, grabieżach i śmierci razem z bohaterami odczuwamy strach i obawę o każdy kolejny dzień. Drżymy o bohaterów z którymi już się zżyliśmy, i którym przychylilibyśmy nieba zapewniajac im spokojne życie, czy to w Zajezierzycach, Gutowie, Długołące czy Ameryce. Zresztą razem z pojawieniem się Pawła, w pewnym sensie odkryłam, jakim cudem pierścień Zajezierskich po latach znalazł się odkopany przez archeologów na rynku w Gutowie. Mówię prawie, bo wiele jeszcze przede mną tajemnic do odkrycia.

    Ale jak już mówiłam, to również historia życia Grażyny Toroszyn znanej jako Gina Weylen - wielkiej aktorki i piosenkarki swoich czasów. Dzięki niej poznajemy świat śmietanki towarzyskiej dawnej Warszawy i widzimy teatr niemal "od kuchni". Razem z Grażyną przeżywamy każdą kolejną premierę, z nią szykujemy się do kolejnych wystąpień, to ona pokazuje nam czym rządzi się scena i jak taka praca waży na ludzkim życiu. Tu także mamy wprowadzenie do świata kina - również tego dźwiękowego. I choć życie Giny nie oszczędziło, to czytając o jej przeżyciach miałam wrażenie jakbym przeżywała przygodę i jakby każdy dzień był ostatnim dniem w moim życiu - dokładnie tak, jak robiła to nasza bohaterka. Tu więc znów ukłon w stronę autorki, oto bowiem chodzi - by zapomnieć choć na chwile, że żyjemy tu i teraz - a znaleźć się w Warszawie na przełomie wieków!

    Gdzieś w połowie książki (a może nawet wcześniej) uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie interesuje mnie już gdzie był pierścień Zajezierskich i jak trafił do Gutowa, choć przyznaję, że to jak Iga poszukuje przodków zagłębiając się w historię ich życia i trochę nieświadomie dzięki temu tka nam ich drzewo genealogiczne jest bardzo wciągające i interesujące. Teraz bardziej interesują mnie sami bohaterowie: co się z nimi stało, jak potoczyły się ich losy, dlaczego tak, a nie inaczej, i co skłoniło ich do takiej, a nie innej decyzji? Coraz częściej zastanawiam się, kto z poznanych mi dotąd bohaterów przeżył II wojnę światową?

    I choć wciąż dość często pomstuję na postaci i ich decyzje, choć często czy to w myślach, czy na głos pytam ich "dlaczego?", to w większej mierze czyta mi się tę książkę jak dziennik. Myślę, że to wspaniałe, bo to trochę tak, jakbym sama szukała przodków, jakbym sama traciła krewnych z wielopokoleniowej rodziny, przeżywała wojnę, na nowo się zakochiwała i po prostu przeżywała przygodę życia.

    Ten tom więc czytało mi się wyśmienicie i z olbrzymią przyjemnością. Wręcz nie mogę się już doczekać, gdy  moje łapki trafi tom opisujący rodzinę Hryciów. Pani Małgosiu, dziękuję i poproszę więcej takich książek, z miłą chęcią wchłonę je tak, jak wchłonęłam "Cukiernię"! :)

piątek, 12 października 2012

"Małgorzata Gutowska - Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk

Dziś sięgnęłam po książkę inną niż czytane do tej pory, nie jest to powieść ani poradnik. Tym razem są to rozmowy autorki "Cukierni pod Amorem" z pięcioma wybranymi czytelniczkami Jej książek.

Muszę przyznać, że wcześniej nie czytałam żadnej z książek tej autorki, a po tak znaną dziś wszystkim "Cukiernię" sięgnęłam dopiero po przeczytaniu opisywanej dziś pozycji. A jak mi się czytało? Świetnie! Poruszane tematy były bardzo różne, od rozmów o szczęściu, uczuciach, życiu, pracy, przez marzenia, aż do polityki czy religii. A jakże często żałowałam że nie mogę wtrącić się do rozmowy! Tak było praktycznie w każdym temacie! Rozmowy pełne pasji, i dużej ilości tzw. złotych myśli. Zresztą, cała książkę mam pooznaczaną żółtymi karteczkami, jako że zaznaczałam wszystko, co mi się w jakiś sposób spodobało czy mną poruszyło. Jak w życiu mamy tu nie tylko zgodności charakterów, ale i różnicę zdań w różnych kwestiach, możemy także z innej perspektywy spojrzeć na różne tematy czy wydarzenia. Rozmówczyniami są żony i matki w różnym wieku, wykonujące różne zawody i mające różne sposoby na życie, udało im się jednak poprzez swoje rozmowy stworzyć dobrą książkę, z której spokojnie możemy się tego i owego nauczyć, a już z pewnością wyciągnąć parę wniosków na przyszłość ;) Polecam. Świetna lektura pozwalająca oderwać się od "tu i teraz" :)

wtorek, 9 października 2012

"Elyria. Polowanie na czarownice" Brigitte Melzer

"Elyrię" dostałam do przeczytania w ramach wymiany książkowej z kolegami z pracy. I mimo, że ostatnio raczej unikam literatury fantastycznej, to po tę sięgnęłam z ciekawością.

Elyria to osiemnastolatka pochodząca z Wędrownego Ludu, której życie jest w miarę uporządkowane. A może raczej było, dopóki nie usłyszała, że pisane jest Jej zupełnie inne życie niż prowadzone do tej pory. Na swoje nieszczęście w niedługi czas później nasza bohaterka zostaje oskarżona o kradzież i zgodnie z prawem zostaje jej wypalony na karku znak złodzieja. Żeby tego było mało wpada w oko Łowcy czarownic - Peristaesowi, który uważa iż jest Ona dziewczyną z przepowiedni, mówiącej, iż "dziewczyna o złotych oczach zniszczy świat lub go ocali". W ten sposób świat Elyrii wywraca się do góry nogami, a Ona sama musi uciekać by nie spłonąć na stosie. Pomaga Jej w tym Ardan który przypadkowo przekazał Jej swoją moc, i w którym z wzajemnością się zakochuje, a także Jej brat Gwynn i jeden z żołnierzy -  dotychczasowa prawa ręka Peristaesa w Bractwie. Ale jak tu poradzić sobie z mocami których nie potrafi się kontrolować? Wieczną ucieczką przed prześladowcami i miłością która nie powinna mieć miejsca? I jeszcze z przepowiednią mówiącą o Jej przeznaczeniu?
Nie znajdziecie w tej książce Elfów, Krasnoludów, Entów czy Olifantów jak we "Władcy Pierścieni" Tolkiena. Spotkacie natomiast Magów i czarodziejki, ziołolecznictwo które jest na porządku dziennym i Wieszczki zdolne przepowiadać przyszłość. Tak naprawdę podstawą jest tu stara, pradawna magia której dobro obrócono w zło, i której trzeba bronić, mimo, że z jej powodu wielu ludziom przyszło się ukrywać.

Książkę tę przeczytałam właściwie w jakieś 4 godziny jazdy pociągiem, i przyznam, że siłą musiałam się od niej odrywać, bo przecież "musisz zostawić sobie coś na drogę powrotną!". Stąd już pierwszy wniosek - czyta się ją bardzo szybko i wciąga. Autorce udało się dobrze uchwycić charaktery bohaterów, a także opisać targające nimi emocje. Bohaterów było mało, ale Ci którzy byli, okazali się bardzo wartościowi, dzięki czemu akcja nie zwalniała, jak to miało miejsce np. w "Pamiętnikach Wampirów" L.J. Smith. Mimo, iż nie jest to fantastyka z górnej półki, to z mocno bijącym sercem śledziłam losy bohaterów i trzymałam kciuki za powodzenie ich misji. Przypuszczam, iż książka ta bardziej spodoba się osobom, które z literaturą fantastyczną nie miały dotąd styczności, lub miały znikomą, jako że cała historia jest naprawdę, że tak powiem bazowa, i mało rozbudowana. Co nie znaczy oczywiście że gorsza. Podsumowując więc, uważam że "Elyria" warta jest przeczytania, i można czerpać z niej dużo przyjemności. Akcja wartka, język przystępny, jedyne co mnie drażniło to wahania nastrojów głównej bohaterki, często więc na głos pomstowałam: zastanów się kobieto czego Ty w końcu chcesz od życia!.

niedziela, 7 października 2012

"Babunia" Frederique Deghelt

"Można przeżyć życie,  dostrzegając tylko powierzchnię, nie zanurzając się w głębiny, które wywołują ruch na powierzchni, lecz w książce nie mamy wyboru. Trzeba na przemian pływać po powierzchni i schodzić w głąb, od światła do ciemności i tak do utraty tchu."

Powyższy cytat zawarty w omawianej dziś przeze mnie książce idealnie oddaje to, co chcę o niej powiedzieć. Ale zacznijmy od początku. Jade to trzydziestoletnia dziennikarka mieszkająca w Paryżu. Niedawno zakończyła swój nieudany związek i z dnia na dzień postanowiła zaopiekować się swoją osiemdziesięcioletnią babcią - Jeanne, którą własne córki chcą umieścić w domu starców. Kobiety choć wychowane w różnych epokach bardzo się do siebie zbliżają. Okazuje się więc, że wiek może zarówno dzielić, jak i zbliżać. Babcia i wnuczka zbliżają się do siebie nie tylko dzięki silnej więzi która je łączy, ale również dzięki książkom, które obie wręcz pochłaniają. Tylko czemu Jade nigdy nie widziała Babuni - jak wszyscy Jej babcię nazywają - z inną książką w ręku niż Biblia? Czemu ta wspaniała kobieta ukrywała przez całe życie że kocha książki? I jaką rolę spełni w życiu Jade? Czy uda Jej się pomóc wnuczce w wydaniu książki którą ta pisze dzień i noc?

Jeśli lubicie historie z "duszą" w których główną rolę odgrywa miłość, pasja i zrozumienie, to jest to pozycja dla Was. Przyznaję, z początku bardzo się męczyłam, ponieważ sposób w jaki została spisana ta historia pozostawia wiele do życzenia: w niektórych miejscach zdecydowane brakuje znaków interpunkcyjnych czy akapitów, bardzo często również miałam problem z rozróżnieniem kto jest w danej chwili narratorem, jako że historia spisana jest oczami obu naszych bohaterek, ale im bliżej byłam końca, tym coraz bardziej tę książkę chłonęłam. Jak w powyższym cytacie - z początku tylko ślizgałam się po powierzchni, ale gdy już zaczęłam, schodziłam głębiej i głębiej i dopiero wtedy dostrzegłam jej piękno. Jest w niej tyle życiowej mądrości i miłości, tyle czułości i uporu w dążeniu do wyznaczonego celu, że ciężko było mi się od niej oderwać. Zdarzało się też, że jak głupia uśmiechałam się do siebie czytając niektóre fragmenty, ale bywały też takie, które sprawiały, że zaczynałam zastanawiać się nad życiem. Może i nie jest to książka do której będę wracać, ale na pewno jest to książka która na dłuższy czas pozostanie w mojej pamięci.

piątek, 5 października 2012

"Linia serca" Eileen Cook

Tak, jak widać, ostatnio sięgam po lżejszą literaturę. I tak oto, tym razem w ręce wpadła mi książka pt: "Linia serca" Eileen Cook. O czym jest? Sophie i Doug są parą od dłuższego czasu, nic więc dziwnego, że nasza bohaterka oczekuje od życia tej jednej z najważniejszych rzeczy dla kobiety. Oświadczyn. Jakież jest więc Jej zdziwienie, gdy ten, którego wybrała na towarzysza życia oświadcza Jej, że chciałby przejść na kolejny etap znajomości. I nie, tym razem nie są to zaręczyny - wręcz przeciwnie - Doug odchodzi od Sophie i układa sobie życie z inną. Jak to więc w życiu bywa ta spokojna dotąd kobieta popada niemal w histerię, i już w niedługi czas później kombinuje jakby tu sprawić, by mężczyzna do Niej wrócił. Ale jak to zrobić?! Nic prostszego. Nasza bohaterka umyśliła sobie, iż zacznie swojemu byłemu i Jej nowej partnerce...przepowiadać przyszłość! Tak, tak, dobrze słyszycie. Z początku robi to nieśmiało, tylko by odzyskać faceta, potem jednak spotyka Nicka - sceptyka w sprawach paranormalnych, który za każdym razem stara się obalić teorię, jakoby ludzie potrafili czytać w myślach. Z czasem "pan sceptyczny" jak Go nazywam zaczyna pomagać Sophie nauczyć się, jak nabrać swojego byłego w tym względzie i dzięki temu Go odzyskać. W zamian za to, Nick będzie mógł przestudiować sprawę i dzięki temu zabłysnąć w swoim fachu przed kolegami z pracy. A co potem? Znów zostawię Was w nieświadomości...niekoniecznie błogiej. :)

Cóż mogę powiedzieć od siebie o tej książce?  Muszę przyznać, że brałam ją ze sceptycyzmem - nie wierzę w czytanie w myślach, więc historia wydawała mi się naciągana. Kiedy jednak już zaczęłam...wsiąkłam! W bohaterce poniekąd widziałam odzwierciedlenie własnej osoby, więc dla autorki już jeden plus - umie sprawić byśmy utożsamiali się z bohaterami i jednocześnie do nich przywiązali. Poza tym, mimo iż historia z pozoru banalna, to można w niej odnaleźć odpowiedzi na niektóre nurtujące nas pytania, dodatkowo pozwala spojrzeć z innej strony na własne życie, zwłaszcza, jeśli znajdujemy się w podobnej jak bohaterka sytuacji. "Linia serca" to książka, przy której czytaniu się nie męczyłam również ze względu na sposób, w jaki została napisana. Dialogi nie przeważają nad opisami i odwrotnie, wiemy kiedy kto mówi i nie plączemy się w wątkach, nie przeskakujemy pomiędzy historiami kilkudziesięciu bohaterów. Przede wszystkim jednak urzekła mnie ona nieprzebraną ilością wpisanego tu humoru. Ostatni raz śmiałam się tak czytając "Miłość w stylu retro". Jak się bowiem nie śmiać z Sophie wpadającej w tarapaty podczas prowadzonej z Nią audycji radiowej czy Jej widoku, gdy z dwoma skarpetkami (Douga jakby nie było) nie od pary chowa się gdzieś na podłodze w pralni? Mimo więc, iż nie jest to jakaś wybitna literatura, cieszę się że ta książka trafiła w moje łapki, bo sprawiła mi dużo przyjemności i nieźle ubawiła. :)