Czy ktoś mi może powiedzieć, czemu wcześniej nie sięgnęłam po książki pani Małgosi?! No tak. Czekałam, aż minie jej czas rozgłosu, bo do książek ogłaszanych bestsellerami podchodzę sceptycznie. Tak jednak, jak nie rozczarowałam się sagą "Zmierzch" Stephanie Meyer, tak z miłą chęcią przeczytałam drugi tom gutowskiej sagi. Przyznaję, iż tom pierwszy był dla mnie nie lada wyzwaniem pod względem ilości bohaterów, a tym samym wielowątkowości, ale tom drugi to już zupełnie inna bajka. A ile się tu dzieje! Można powiedzieć, że cała książka opiera się na historii dwóch postaci: Marianny Blatko i Grażyny Toroszyn wokół których dopiero zostaje rozwinięta historia rodów: Zajezierskich, Cieślaków i wstępnie Hryciów.
Razem z Marianną płyniemy do Ameryki. Jej oczami widzimy głównie ekonomiczny rozwój "nowego świata", życie i problemy emigrantów z przełomu XIX i XX wieku, a także dylematy którym przyszło im stawić czoła. To też historia jej syna Pawła - spłodzonego z Tomaszem Zajezierskim przez którego nota bene znalazła się na drugim końcu świata. To historia I wojny światowej na którą Paweł - a może raczej Paul jak był nazywany - wyruszył żegnany przez drżącą o jedynaka matkę, z którą już nigdy więcej miał się nie zobaczyć. Trzeba przyznać autorce, że udało Jej się oddać ducha tamtych chwil. Czytając o bombardowaniach, niepokoju, grabieżach i śmierci razem z bohaterami odczuwamy strach i obawę o każdy kolejny dzień. Drżymy o bohaterów z którymi już się zżyliśmy, i którym przychylilibyśmy nieba zapewniajac im spokojne życie, czy to w Zajezierzycach, Gutowie, Długołące czy Ameryce. Zresztą razem z pojawieniem się Pawła, w pewnym sensie odkryłam, jakim cudem pierścień Zajezierskich po latach znalazł się odkopany przez archeologów na rynku w Gutowie. Mówię prawie, bo wiele jeszcze przede mną tajemnic do odkrycia.
Ale jak już mówiłam, to również historia życia Grażyny Toroszyn znanej jako Gina Weylen - wielkiej aktorki i piosenkarki swoich czasów. Dzięki niej poznajemy świat śmietanki towarzyskiej dawnej Warszawy i widzimy teatr niemal "od kuchni". Razem z Grażyną przeżywamy każdą kolejną premierę, z nią szykujemy się do kolejnych wystąpień, to ona pokazuje nam czym rządzi się scena i jak taka praca waży na ludzkim życiu. Tu także mamy wprowadzenie do świata kina - również tego dźwiękowego. I choć życie Giny nie oszczędziło, to czytając o jej przeżyciach miałam wrażenie jakbym przeżywała przygodę i jakby każdy dzień był ostatnim dniem w moim życiu - dokładnie tak, jak robiła to nasza bohaterka. Tu więc znów ukłon w stronę autorki, oto bowiem chodzi - by zapomnieć choć na chwile, że żyjemy tu i teraz - a znaleźć się w Warszawie na przełomie wieków!
Gdzieś w połowie książki (a może nawet wcześniej) uświadomiła sobie, że tak naprawdę nie interesuje mnie już gdzie był pierścień Zajezierskich i jak trafił do Gutowa, choć przyznaję, że to jak Iga poszukuje przodków zagłębiając się w historię ich życia i trochę nieświadomie dzięki temu tka nam ich drzewo genealogiczne jest bardzo wciągające i interesujące. Teraz bardziej interesują mnie sami bohaterowie: co się z nimi stało, jak potoczyły się ich losy, dlaczego tak, a nie inaczej, i co skłoniło ich do takiej, a nie innej decyzji? Coraz częściej zastanawiam się, kto z poznanych mi dotąd bohaterów przeżył II wojnę światową?
I choć wciąż dość często pomstuję na postaci i ich decyzje, choć często czy to w myślach, czy na głos pytam ich "dlaczego?", to w większej mierze czyta mi się tę książkę jak dziennik. Myślę, że to wspaniałe, bo to trochę tak, jakbym sama szukała przodków, jakbym sama traciła krewnych z wielopokoleniowej rodziny, przeżywała wojnę, na nowo się zakochiwała i po prostu przeżywała przygodę życia.
Ten tom więc czytało mi się wyśmienicie i z olbrzymią przyjemnością. Wręcz nie mogę się już doczekać, gdy moje łapki trafi tom opisujący rodzinę Hryciów. Pani Małgosiu, dziękuję i poproszę więcej takich książek, z miłą chęcią wchłonę je tak, jak wchłonęłam "Cukiernię"! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz