wtorek, 19 czerwca 2012

"Nadzieja"

Wczoraj skończyłam czytać "Nadzieję" Katarzyny Michalak i choć przeczytałam wszystkie książki tej autorki którą zresztą bardzo cenię to...po raz pierwszy brak mi słów. Powiem tylko że jest dobra. Nie jestem jednak w stanie określić dlaczego - w czym ta jej dobroć tkwi. Oczywiście spłakałam się jak zwykle czytając tę historię, i jak zawsze krzyczałam na bohaterkę - w tym wypadku by nie robiła tego, co robiła, ale po skończeniu książki wyjątkowo nie miałam miliona myśli która aż prosiły by je przelać na przysłowiowy papier. Nie. Tym razem musiałam wziąć głęboki wdech i zastanowić się nad tym co przeczytałam...

sobota, 16 czerwca 2012

"Spotkajmy sie w Paryżu"

W przerwie między poszczególnymi tomami "Cukierni pod Amorem" postanowiłam wziąć coś lekkiego i dzięki temu ciut się rozerwać. Mój wybór padł na zbiór trzech opowiadań opublikowanych pod jednym tytułem "Spotkajmy się w Paryżu".


Opowiadanie pierwsze pt. "Paryskie noce" Julii James to historia Vanessy - młodej dziewczyny, która nigdy nie używała życia opiekując się wychowującymi ją dziadkami. Po ich śmierci postanawia wyjechać na wycieczkę do Paryża by pozwiedzać i wreszcie zobaczyć trochę świata. Ale to też historia Markosa - bogacza, któremu do szczęścia wystarczą kochanki i który jak diabeł święconej wody boi się małżeństwa, nie chce bowiem popełnić tego samego błędu co jego rodzice.
Obydwoje spotykają się w Paryżu i przypadek sprawia, że Markos staje się chwilowym ochroniarzem Vanessy i odpędza nagabujących ją mężczyzn. Po jakimś czasie spędzają razem noc. Vanessa zakochuje się w nim. Niestety dla Markosa dziewczyna jest tylko "utrzymanką". Obdarza ją podarunkami, sypia z nią, ale kompletnie nic do niej nie czuje - no może oprócz chęci jej posiadania. Sielanka trwa przez ładnych parę miesięcy, ale jak to ze szczęściem bywa - wszystko się kończy tak nagle jak się zaczęło. Vanessa dowiaduje się, iż jej "chłopak" planuje ślub z inną, do tego podejrzewa że jest w ciąży czego Markos absolutnie nie bierze pod uwagę - pakuje więc torbę i opuszcza miłość swojego życia bez słowa wyjaśnienia. Po jakimś czasie zdruzgotany Markos odnajduje dziewczynę i oskarża Ją o pójście do łóżka z innym facetem na co ta zamyka Mu drzwi przed nosem. Niezrażony Markos po konsultacji z kuzynem i jego żoną wreszcie zdaje sobie sprawę że dziecko jest jego i obydwoje biorą ślub.

Musze przyznać, że biorąc tę książkę do ręki spodziewałam się czegoś bardziej ambitnego. Niestety czułam się, jakbym czytała zwykłego harlequina, który ma konkretny schemat i w którym na konkretnej stronie ma być taka, a taka sytuacja. Historia pędziła na łeb na szyję i właściwie zamiast poczuć niesmak od decyzji bohaterów, smutek czy wreszcie szczęście na zakończeniu, kończąc czytać czułam...ulgę. Ulgę że wreszcie skończyłam czytać bo chyba rozdziały więcej bym nie zmogła.

Opowiadanie drugie to "Tylko jeden weekend". Jest to historia Caitlin - pielęgniarki której pacjent zostawił w spadku starą willę, i Raya - siostrzeńca tegoż pacjenta, pragnącego za wszelką cenę uzyskać prawa do tego domu i przyległych do niego terenów. W tym celu zaprasza Caitlin do Paryża...Nie przewidział jednak komplikacji w postaci prawdziwego uczucia...

"Osobliwa gra" to tytuł trzeciego i zarazem ostatniego opowiadania. Clea i Slade są jak ogień i woda. Choć oboje uparci to się różnią: Clea widziała zbyt wiele rozwodów swoich rodziców więc jest nieufna co próbuje ukryć ciętym językiem i opanowaniem, Slade natomiast kiedy czegoś pragnie nie cofnie się przed niczym. Już na samym początku widzimy przeskakującą między nimi iskrę. A co jeśli dodamy do tego randki w różnych miejscach świata? Tak właśnie wyglądają ich spotkania. Jedno wyznacza miejsce, a drugie niemal po omacku do niego dociera. To wszystko jednak powoduje że czytamy to opowiadanie z zainteresowaniem i zastanawiamy się jak też to wszystko się skończy. Bohaterowie są uparci i wyraziści, ale i tajemniczy. Jedyna jego wada to chyba to iż główny bohater za szybko kapituluje i bierze winę na siebie. Mógłby trochę dłużej zastanawiać się nad tym swoim losem - byłoby to wtedy bardziej realne.


Jeśli ktoś lubi krótkie, nie wymagające myślenia historie miłosne, albo po prostu najzwyklejsze romansidła to polecam. Jeśli reagujecie na takie alergią to omijajcie tę pozycję szerokim łukiem. Nie będę owijała w bawełnę - z wyjątkiem ostatniego opowiadania -  rozczarowałam się niezmiernie.



wtorek, 12 czerwca 2012

"Cukiernia pod Amorem - Zajezierscy"

Tym razem na tapecie znana myślę większości kobiet "Cukiernia pod Amorem. Zajezierscy" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk, czyli pierwszy tom rodzinnej sagi.

Muszę przyznać, że podchodziłam do tej książki sceptycznie. Jak dla mnie była przereklamowana, wszędzie było jej pełno i już tylko tym mnie do siebie zraziła. Ale wszystko do czasu. Niedawno pojawiła się bowiem nowa książka pani Małgosi pt. "Małgorzata Gutowska - Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" do której z ciekawości zajrzałam i....przepadłam. Inaczej tego określić się nie da. Jako że ta mi się spodobała postanowiłam więc dać szansę Jej poprzednim książkom i...wsiąkłam.

Przyznam szczerze i bez bicia, że pierwsze 100-150 stron to była droga przez mękę. Nie może jakaś straszna, ale jednak nawał postaci i wydarzeń, a także skakanie po epokach było trochę wyczerpujące i można się w tym wszystkim było nieźle pogubić - czasem musiałam ze 2-3 razy przeczytać jakieś zdanie, by załapać o jaką osobę chodzi i wpisać ją w historię omawianych wcześniej postaci. Aż żałowałam, że nie zaczęłam zawczasu robić ich drzewa genealogicznego - może byłoby mi łatwiej - a do tego na końcu książki jakoś nie zaglądałam, sama nie wiem czemu. No ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Jak już przeszłam początek to potem było z górki i coraz ciekawiej.

Zagłębiać w szczegóły się nie będę coby kogoś nie uśpić. Powiem tylko tyle, że jest to historia rodu Zajezierskich, którego tajemnicę - zaginięcie podczas wojny pamiątki rodzinnej czyli słynnego pierścienia - próbuje rozwikłać Iga, wnuczka ostatniego właściciela owej pamiątki. Całości dopełniają historie życia poszczególnych członków rodziny. Mamy tu trochę poczucia humoru, ale czytając zwracałam przede wszystkim uwagę na nierozważne decyzje bohaterów, często ich głupotę, porywczość czy brak jakiegokolwiek zaangażowania. Zbyt często swój los zostawiali w rękach opatrzności i mówili "jakoś to będzie, przyzwyczaję się". Chcieli być szczęśliwi, ale nie mieli odwagi po to szczęście chwycić. Ileż razy przy czytaniu kręciłam głową z dezaprobatą lub w myślach wręcz krzyczałam na nich że robią źle, że tak nie powinni, że z góry widać iż dane czyny prowadzą do nieszczęścia. Ale jak to z książkami bywa, bohaterowie żyją w nich własnym życiem i są głusi na moje argumenty. Co właściwie wyszło na dobre, bo tę pozycję dzięki temu wręcz łyknęłam z wypiekami na twarzy.

Nie jest to książka ciężka, ale nie zaliczyłabym jej też w poczet romansideł, czy typowo kobiecej literatury. Moim zdaniem zdecydowanie mogą ją czytać również panowie. Tajemnice, intrygi, miłość przepleciona z nienawiścią, strach, ale i codzienne życiowe dylematy i problemy. To wszystko możemy w tej książce znaleźć.

Na uznanie mogą również liczyć opisy, które były bardzo dokładne, a dbałość o szczegóły czasem wręcz mnie zaskakiwała. Wszystko to jednak wyszło na plus, bo choć często zaglądałam do przypisów, to dzięki temu książka zyskała specyficzny klimat, i pozwalała wręcz wsiąknąć w poprzednią epokę.

Podsumowując - żałuję że tak późno za "Cukiernię..." chwyciłam, ma to jednak swój plus - nie muszę czekać na tom trzeci tylko mogę wszystko pochłonąć jedna po drugiej :D Jedyna wada to jak mówiłam natłok bohaterów już od samego początku. Z czystym sumieniem jednak polecam, bo naprawdę warto. ;)

Niedługo opis kolejnych tomów, a także wspomnianych wcześniej "Rozmów...".

Zapraszam ;)

sobota, 2 czerwca 2012

"Kwiaty na poddaszu"

Dosłownie ze 3 minuty temu skończyłam czytać "Kwiaty na poddaszu" Virginii C. Andrews i muszę przyznać, że dawno już nie zmęczyłam się przy lekturze jak teraz. Ale od początku. Szczęśliwą dotąd rodzinę dotyka tragedia - Cathy, Chris, a także bliźnięta - Carrie i Cory tracą ojca. Jako że ich rodzice żyli ponad stan - wszyscy muszą przenieść się do rodziców swojej matki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, iż dzieci muszą zostać ukryte na poddaszu w tajemnicy przed swoim dziadkiem, po to, by ich matka - niegdyś wydziedziczona, znów weszła w łaski ojca i odziedziczyła po nim spadek, za który mogłaby zapewnić sobie i swoim pociechom byt. Z początku taka sytuacja ma trwać tylko kilka dni. Z dni tworzą się miesiące, a z miesiąc lata. Codziennie dzieci są kontrolowane przez babcię - dewotkę i bezwzględną kobietę, która nie cofnie się przed niczym, nawet przed wylaniem smoły na głowę swojej wnuczki. Dzieci żyją w strachu, marzną, są głodzone i jedynie karane. Nie doznają od nikogo miłości - może jedynie na początku - od swojej matki, która z czasem coraz rzadziej się nimi interesuje by w końcu...ale nie, tego nie zdradzę ;) Wszystkiego uczą się z telewizji i książek, nie mają dostępu nawet do pomocy medycznej, którą na swoje barki wziął najstarszy chłopiec - Chris, który w przyszłości chciałby zostać lekarzem. Młodsza od niego Cathy marzy by zostać baletnicą. Jako najstarsi opiekują się bliźniętami i tak na dobrą sprawę z czasem zastępują im rodziców. Z tej książki bije przede wszystkim cierpienie. Mnóstwo cierpienia i niesprawiedliwości. Czytając ją miałam ochotę krzyczeć, że tak nie można, tak się nie godzi traktować drugiego człowieka, a już zwłaszcza dzieci! To niesprawiedliwe! I to jeszcze nie obcy, a własna rodzina! Ogólnie książka dobra, język prosty, fabuła również, tylko to cierpienie bijące z każdej przeczytanej strony i strach że zaraz coś im się stanie, że zostaną na czymś przyłapani, skrzywdzeni, ukarani.....To mnie dobijało, wysysało wszystkie emocje, i po wszystkim czułam się strasznie zmęczona. Jeśli ktoś lubi mocne historie, takie które mogły lub zdarzyły się naprawdę to z czystym sumieniem mogę "Kwiaty na poddaszu" polecić. Osobiście jednak raczej nie sięgnę po kontynuację, czyli "Płatki na wietrze"- za bardzo przeżywam to, co dzieje się z bohaterami każdej książki którą czytam, i to mnie dobija, a jak to mówią - co za dużo, to nie zdrowo.

Hm...co by tu teraz chwycić w swoje łapki? Może coś weselszego...? ;)

A może ktoś mógłby mi coś dobrego polecić? Najlepiej coś lżejszego, a nie jakąś sensację czy kryminał od których chyba muszę na razie odpocząć. ;)