W przerwie między poszczególnymi tomami "Cukierni pod Amorem" postanowiłam wziąć coś lekkiego i dzięki temu ciut się rozerwać. Mój wybór padł na zbiór trzech opowiadań opublikowanych pod jednym tytułem "Spotkajmy się w Paryżu".
Opowiadanie pierwsze pt. "Paryskie noce" Julii James to historia
Vanessy - młodej dziewczyny, która nigdy nie używała życia opiekując się
wychowującymi ją dziadkami. Po ich śmierci postanawia wyjechać na wycieczkę do
Paryża by pozwiedzać i wreszcie zobaczyć trochę świata. Ale to też historia
Markosa - bogacza, któremu do szczęścia wystarczą kochanki i który jak diabeł
święconej wody boi się małżeństwa, nie chce bowiem popełnić tego samego błędu
co jego rodzice.
Obydwoje spotykają się w Paryżu i przypadek sprawia, że Markos staje się
chwilowym ochroniarzem Vanessy i odpędza nagabujących ją mężczyzn. Po jakimś
czasie spędzają razem noc. Vanessa zakochuje się w nim. Niestety dla Markosa
dziewczyna jest tylko "utrzymanką". Obdarza ją podarunkami, sypia z
nią, ale kompletnie nic do niej nie czuje - no może oprócz chęci jej posiadania.
Sielanka trwa przez ładnych parę miesięcy, ale jak to ze szczęściem bywa -
wszystko się kończy tak nagle jak się zaczęło. Vanessa dowiaduje się, iż jej
"chłopak" planuje ślub z inną, do tego podejrzewa że jest w ciąży
czego Markos absolutnie nie bierze pod uwagę - pakuje więc torbę i opuszcza
miłość swojego życia bez słowa wyjaśnienia. Po jakimś czasie zdruzgotany Markos
odnajduje dziewczynę i oskarża Ją o pójście do łóżka z innym facetem na co ta
zamyka Mu drzwi przed nosem. Niezrażony Markos po konsultacji z kuzynem i jego
żoną wreszcie zdaje sobie sprawę że dziecko jest jego i obydwoje biorą ślub.
Musze przyznać, że biorąc tę książkę do ręki spodziewałam się czegoś bardziej ambitnego. Niestety czułam się, jakbym czytała zwykłego harlequina, który ma konkretny schemat i w którym na konkretnej stronie ma być taka, a taka sytuacja. Historia pędziła na łeb na szyję i właściwie zamiast poczuć niesmak od decyzji bohaterów, smutek czy wreszcie szczęście na zakończeniu, kończąc czytać czułam...ulgę. Ulgę że wreszcie skończyłam czytać bo chyba rozdziały więcej bym nie zmogła.
Opowiadanie drugie to "Tylko jeden weekend". Jest to historia Caitlin - pielęgniarki której pacjent zostawił w spadku starą willę, i Raya - siostrzeńca tegoż pacjenta, pragnącego za wszelką cenę uzyskać prawa do tego domu i przyległych do niego terenów. W tym celu zaprasza Caitlin do Paryża...Nie przewidział jednak komplikacji w postaci prawdziwego uczucia...
"Osobliwa gra" to tytuł trzeciego i zarazem ostatniego opowiadania. Clea i Slade są jak ogień i woda. Choć oboje uparci to się różnią: Clea widziała zbyt wiele rozwodów swoich rodziców więc jest nieufna co próbuje ukryć ciętym językiem i opanowaniem, Slade natomiast kiedy czegoś pragnie nie cofnie się przed niczym. Już na samym początku widzimy przeskakującą między nimi iskrę. A co jeśli dodamy do tego randki w różnych miejscach świata? Tak właśnie wyglądają ich spotkania. Jedno wyznacza miejsce, a drugie niemal po omacku do niego dociera. To wszystko jednak powoduje że czytamy to opowiadanie z zainteresowaniem i zastanawiamy się jak też to wszystko się skończy. Bohaterowie są uparci i wyraziści, ale i tajemniczy. Jedyna jego wada to chyba to iż główny bohater za szybko kapituluje i bierze winę na siebie. Mógłby trochę dłużej zastanawiać się nad tym swoim losem - byłoby to wtedy bardziej realne.
Jeśli ktoś lubi krótkie, nie wymagające myślenia historie miłosne, albo po
prostu najzwyklejsze romansidła to polecam. Jeśli reagujecie na takie alergią
to omijajcie tę pozycję szerokim łukiem. Nie będę owijała w bawełnę - z wyjątkiem ostatniego opowiadania -
rozczarowałam się niezmiernie.
Czasami warto jest przeczytać coś tak lekkiego i miłego, ot tak, dla rozluźnienia ;).
OdpowiedzUsuńWiem, i nie żałuję, tyle że mnie nie porwała ;) Poza tym kiedyś namiętnie pochłaniałam harlequiny :D
Usuń