Dosłownie ze 3 minuty temu skończyłam czytać "Kwiaty na poddaszu" Virginii C. Andrews i muszę przyznać, że dawno już nie zmęczyłam się przy lekturze jak teraz. Ale od początku. Szczęśliwą dotąd rodzinę dotyka tragedia - Cathy, Chris, a także bliźnięta - Carrie i Cory tracą ojca. Jako że ich rodzice żyli ponad stan - wszyscy muszą przenieść się do rodziców swojej matki. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, iż dzieci muszą zostać ukryte na poddaszu w tajemnicy przed swoim dziadkiem, po to, by ich matka - niegdyś wydziedziczona, znów weszła w łaski ojca i odziedziczyła po nim spadek, za który mogłaby zapewnić sobie i swoim pociechom byt. Z początku taka sytuacja ma trwać tylko kilka dni. Z dni tworzą się miesiące, a z miesiąc lata. Codziennie dzieci są kontrolowane przez babcię - dewotkę i bezwzględną kobietę, która nie cofnie się przed niczym, nawet przed wylaniem smoły na głowę swojej wnuczki. Dzieci żyją w strachu, marzną, są głodzone i jedynie karane. Nie doznają od nikogo miłości - może jedynie na początku - od swojej matki, która z czasem coraz rzadziej się nimi interesuje by w końcu...ale nie, tego nie zdradzę ;) Wszystkiego uczą się z telewizji i książek, nie mają dostępu nawet do pomocy medycznej, którą na swoje barki wziął najstarszy chłopiec - Chris, który w przyszłości chciałby zostać lekarzem. Młodsza od niego Cathy marzy by zostać baletnicą. Jako najstarsi opiekują się bliźniętami i tak na dobrą sprawę z czasem zastępują im rodziców. Z tej książki bije przede wszystkim cierpienie. Mnóstwo cierpienia i niesprawiedliwości. Czytając ją miałam ochotę krzyczeć, że tak nie można, tak się nie godzi traktować drugiego człowieka, a już zwłaszcza dzieci! To niesprawiedliwe! I to jeszcze nie obcy, a własna rodzina! Ogólnie książka dobra, język prosty, fabuła również, tylko to cierpienie bijące z każdej przeczytanej strony i strach że zaraz coś im się stanie, że zostaną na czymś przyłapani, skrzywdzeni, ukarani.....To mnie dobijało, wysysało wszystkie emocje, i po wszystkim czułam się strasznie zmęczona. Jeśli ktoś lubi mocne historie, takie które mogły lub zdarzyły się naprawdę to z czystym sumieniem mogę "Kwiaty na poddaszu" polecić. Osobiście jednak raczej nie sięgnę po kontynuację, czyli "Płatki na wietrze"- za bardzo przeżywam to, co dzieje się z bohaterami każdej książki którą czytam, i to mnie dobija, a jak to mówią - co za dużo, to nie zdrowo.
Hm...co by tu teraz chwycić w swoje łapki? Może coś weselszego...? ;)
A może ktoś mógłby mi coś dobrego polecić? Najlepiej coś lżejszego, a nie jakąś sensację czy kryminał od których chyba muszę na razie odpocząć. ;)
Lżejszego?To może
OdpowiedzUsuńhttp://www.empik.com/franklin-koloruje-i-zgaduje-1-bourgeois-paulette,p1046143719,ksiazka-p
albo
http://www.empik.com/kicia-kocia-i-straszna-burza-glowinska-anita,p1048874178,ksiazka-p
Też emocjonujące,ale może nie aż tak bardzo.
Nie miałam na myśli książek dla dzieci, choć też można trafić na fajne pozycje. Poza tym z kim mam "przyjemność"?
Usuń"Płatki na wietrze" aż tak człowieka nie przeczołgują jak "Kwiaty na poddaszu". Nie jest aż tak wstrząsająca. Ja przeczytałam mimo tego że po "Kwiatach.." byłam prawie, że chora. I nie żałuję. Teraz czekam na kolejną część, która ukaże się dopiero we wrześniu.
OdpowiedzUsuń